— Zapytaj mnie o cokolwiek innego, tylko nie o to!
Roześmiał się i jeszcze mocniej zacisnął ramiona.
Gdy wiedźma zrozumiała, że nie zdoła się uwolnić, wyszeptała:
— Jestem bez wątpienia równie piękna i urodziwa jak córki morza — po czym zbliżyła swoją twarz do jego twarzy.
On jednak odepchnął ją marszcząc brwi i powiedział:
— Jeśli nie dotrzymasz obietnicy, którą złożyłaś, wiedźmo, zabiję cię za wiarołomstwo.
Jej twarz poszarzała niczym kwiat judaszowego drzewa i wzruszyła ramionami.
— Niech i tak będzie — rzekła. — To twoja dusza, nie moja. Zrób z nią, co zechcesz. — Wyciągnęła zza pasa nożyk z rękojeścią z zielonej wężowej skóry i wręczyła mu go.
— Co mam z tym uczynić? — zapytał ze zdziwieniem.
Milczała przez chwilę, a przez jej twarz przemknęło przerażenie. Odgarnęła włosy z czoła i z dziwnym uśmiechem przemówiła do niego: