— Tam się zatrzymam — zawołał — to doskonałe miejsce na świeżym powietrzu. — I wylądował między stopami szczęśliwego księcia.
— Mam sypialnię ze złota — powiedział cicho do siebie, rozglądając się dookoła, po czym zaczął się szykować do snu. Ale kiedy już miał skryć głowę pod skrzydłem, spadła na niego wielka kropla wody. — Jakie to dziwne! — zawołał. — Na niebie nie ma ani jednej chmurki, gwiazdy świecą jasno, a mimo to pada. Klimat północnej Europy jest przeokropny. Trzcina lubiła deszcz, ale to wynikało tylko z jej samolubnej natury.
Wtedy spadła kolejna kropla.
— Na co komu posąg, który nie chroni przed deszczem? Muszę poszukać odpowiedniego komina — pomyślał i postanowił odfrunąć.
Ale nim zdążył rozłożyć skrzydła, spadła trzecia kropla. Ptak spojrzał w górę i zobaczył — ach, cóż zobaczył?
Oczy i policzki księcia były mokre od łez. Jego twarz była tak piękna w świetle księżyca, że ptaszka przepełniło współczucie.
— Kim jesteś? — zapytał.
— Jestem szczęśliwym księciem.
— Dlaczego zatem płaczesz? — zapytał ptak. — Całkiem mnie przemoczyłeś.
— Kiedy jeszcze żyłem i miałem ludzkie serce — odpowiedział posąg — nie wiedziałem, czym są łzy, ponieważ mieszkałem w pałacu Sans-Souci, gdzie smutek nie ma wstępu. W ciągu dnia bawiłem się z przyjaciółmi w ogrodzie, a wieczorami tańczyłem w pierwszej parze w Wielkiej Sali. Wokół ogrodu wznosił się bardzo wysoki mur, ale nie obchodziło mnie, co się za nim znajduje, ponieważ wszystko wokół mnie było tak piękne.