— Czy nie było nikogo wieczorem?
— Pan Hallward, jaśnie panie. Czekał tu do jedenastej, a potem poszedł na pociąg.
— Och! Bardzo mi przykro, że się z nim nie widziałem. Czy nie zostawił jakiegoś zlecenia?
— Nie, jaśnie panie, mówił tylko, że jeśli nie znajdzie jaśnie pana w klubie, to napisze z Paryża.
— Dobrze, Franciszku. Nie zapomnij obudzić mnie jutro o dziewiątej.
— Słucham, jaśnie panie.
Służący poczłapał w swych pantoflach przez korytarz.
Dorian Gray rzucił płaszcz i kapelusz na stół i przeszedł do biblioteki. Przez kwadrans chodził po pokoju tam i z powrotem, przygryzając wargi i myśląc. Z jednej z półek zdjął Błękitną Księgę i zaczął przerzucać kartki. „Alan Campbell, 152, Herttord Street, Mayfair”. Tak, tego właśnie człowieka potrzebował.
Rozdział XIV
Nazajutrz o dziewiątej rano wszedł służący z filiżanką czekolady na tacy i otworzył okiennice. Dorian spał zupełnie spokojnie, leżąc na prawym boku z ręką pod głową. Wyglądał jak chłopiec zmęczony zabawą lub nauką.