— Na wybrzeże portowe?

— Tak.

— Będzie tam na pewno ta wariatka. Tutaj już jej nie chcą.

Dorian wzruszył ramionami.

— Zmęczyły mnie już kobiety, które kochają. Ciekawsze są te, które nienawidzą. Poza tym mają lepszy towar.

— Ten sam.

— Smakuje mi lepiej. Chodź, napijemy się. Muszę się napić.

— Nie mam na nic ochoty — mruknął młody człowiek.

— Nic nie szkodzi.

Adrian Singleton podniósł się leniwie i podążył za Dorianem do baru. Mieszaniec w podartym turbanie i wytartym surducie, wyszczerzając się ohydnie na powitanie, postawił przed nimi butelkę wódki i dwa kieliszki. Kobiety zbliżyły się i poczęły paplać. Dorian odwrócił się do nich tyłem i rzekł coś po cichu do Adriana Singletona.