— Cicho bądź — rzekł mężczyzna. — Jeden ruch, a cię zastrzelę.
— Jesteś szalony. Cóż ci zrobiłem?
— Zmarnowałeś życie Sybilli Vane — brzmiała odpowiedź — a Sybilla Vane była moją siostrą. Zabiła się sama. Wiem o tym. Za jej śmierć ty odpowiadasz. Przysiągłem, że cię zabiję. Szukałem cię całe lata. Nie miałem żadnej wskazówki, ani śladu. Tych dwoje ludzi, którzy mogliby cię opisać, nie żyje. Nie wiedziałem o tobie nic oprócz pieszczotliwego imienia, którym zwykła była cię nazywać. Dziś usłyszałem je przypadkiem. Pojednaj się z Bogiem, bo dzisiejszej nocy umrzesz.
Dorian Gray omdlewał ze strachu.
— Nigdy jej nie znałem — wyjąkał. — Nigdy o niej nie słyszałem. Jesteś szalony.
— Wyspowiadaj się lepiej ze swoich grzechów, bo jakem Jakub Vane, zapewniam cię, że umrzesz. — Była to straszna chwila. Dorian nie wiedział, co mówić czy robić. — Na kolana! — warknął mężczyzna. — Na obrachunek z Bogiem daję ci minutę, nie więcej. Dziś w nocy odjeżdżam do Indii, więc muszę wpierw załatwić się z tobą. Jedna minuta. Nie więcej.
Dorian zwiesił bezwładnie ręce. Znieruchomiały od trwogi, nie wiedział, co ma robić. Nagle błysnęła mu w mózgu dzika nadzieja.
— Stój — zawołał. — Jak dawno zmarła twoja siostra? Mów prędzej!
— Przed osiemnastu laty — rzekł mężczyzna. — Dlaczego o to pytasz? Co to ma za znaczenie?
— Przed osiemnastu laty — roześmiał się Dorian Gray z odgłosem triumfu. — Przed osiemnastu laty! Postaw mnie pod latarnią i spójrz na moją twarz!