— Dlaczego?
— Ponieważ obiecałem lordowi Henrykowi Wottonowi, że pójdę z nim.
— Nie weźmie ci za złe, że nie dotrzymujesz obietnicy, bo sam często zawodzi. Proszę cię, nie chodź.
Dorian Gray roześmiał się, wstrząsając głową.
— Błagam cię o to.
Młodzieniec zawahał się i spojrzał na lorda Henryka, który spoza stołu z herbatą przyglądał mu się z rozbawionym uśmiechem.
— Muszę pójść, Bazyli — odparł.
— Więc dobrze — rzekł Hallward, zbliżając się do stolika i stawiając filiżankę na tacy. — Jest już późno, a jeśli macie się przebrać, nie powinniście tracić czasu. Do widzenia, Henryku. Do widzenia, Dorianie. Odwiedźcie mnie niebawem. Przyjdźcie jutro.
— Na pewno.
— Nie zapomnisz?