— I to bardzo złego. Wydaje mi się pan człowiekiem niezwykle niebezpiecznym, jeśli więc przydarzy się cokolwiek naszej kochanej księżnej, odpowiedzialność złożymy przede wszystkim na pana. Chciałbym jednak pomówić z panem o życiu. Moje pokolenie było nudne. Któregoś dnia, kiedy poczuje się pan znużony Londynem, niech pan przyjedzie do Treadley, aby wyłożyć mi swą filozofię rozkoszy, popijając wybornego burgunda, którego posiadam, na szczęście, dość wiele.

— Jestem zachwycony. Wizyta w Treadley będzie dla mnie dużym zaszczytem. Jest tam doskonały gospodarz i świetna biblioteka.

— Całości dopełni pan — odpowiedział stary pan z dworskim ukłonem. — A teraz muszę pożegnać pańską cudowną ciotkę. Czekają na mnie w Ateneum31. To godzina naszego tam spania.

— Czy dla wszystkich, panie Erskine?

— Dla nas czterdziestu, w czterdziestu fotelach. Przygotowujemy Angielską Akademię Umiejętności.

Lord Henryk roześmiał się, wstając.

— Idę do parku — zawołał.

W drzwiach Dorian Gray dotknął jego ramienia.

— Proszę mi pozwolić sobie towarzyszyć — wyszeptał.

— Zdawało mi się, że pan obiecał wizytę Bazylemu Hallwardowi — odparł lord Henryk.