— Płaci się często nie tylko pieniędzmi.

— A czym, Bazyli?

— Ach! Wyobrażałbym sobie, że wyrzutami sumienia, cierpieniem... wreszcie, świadomością poniżenia.

Lord Henryk wzruszył ramionami.

— Mój drogi towarzyszu, sztuka średniowieczna jest czarująca, ale wzruszenia średniowieczne są już przedawnione. Można je wprawdzie zużytkować w poezji. Ale w poezji używa się tylko tych rzeczy, które w życiu wyszły już z użycia. Wierz mi, żaden człowiek cywilizowany nie żałuje doznanej rozkoszy, a żaden człowiek niecywilizowany nie wie, co to jest rozkosz.

— Ja wiem, co jest rozkoszą — przerwał Dorian Gray. — Jest to uwielbiać cokolwiek.

— W każdym razie lepiej uwielbiać niż być uwielbianym — odparł, bawiąc się owocami. — Być uwielbianym to nudne. Kobiety obchodzą się z nami jak ludzkość ze swymi bogami. Ubóstwiają nas, ale ciągle czegoś od nas żądają.

— Powiedziałbym jednak, że czegokolwiek od nas żądają, dały nam przedtem — odrzekł poważnie młodzieniec. — One w nas tworzą miłość. Mają więc prawo żądać jej z powrotem.

— Masz zupełną słuszność, Dorianie — zawołał Hallward.

— Nic nie jest zupełną słusznością — rzekł lord Henryk.