Ale kłamstwo, którego się dopuszcza, dając sobie zaszczepić męski sąd społeczny o płciowości i bezwstydzie, a nawet o kłamstwie samym, i przyswajając sobie męską miarę wszystkich postępków, kłamstwo to jest tego rodzaju, że ona go sobie nigdy nie uświadamia; otrzymuje ona drugą naturę, nie przeczuwając nawet, że to nie jest jej natura prawdziwa, bierze siebie na serio, sądzi, że jest czymś i że w coś wierzy, jest przeświadczona o szczerości i samorodności swego postępowania i swych sądów moralnych: tak głęboko tkwi kłamstwo, organiczna, powiedziałbym najchętniej, gdyby mi wolno było, ontologiczna kłamliwość kobiety.

Wolfram von Eschenbach581 opowiada o swym bohaterze:

...Tak czysty i niewinny

Spoczywał on u boku swej królowej,

Że z dam niejedna nie byłaby skora

Własnego takim męża ujrzeć w domu,

Bo choć na pozór zda się582 pełna sromu583,

Do lubieżności w myślach przychyla się rada,

Twarz swą wstydliwie przed obcymi kłoni,

Ale najgłębszą serca myślą goni