Mężczyzna musi w sobie pokonać odrazę do kobiety męskiej, która świadczy tylko o niskim egoizmie. Gdyby kobieta stała się męska, logiczną i etyczną się stając, przestałaby się już tak dobrze nadawać na bierny substrat projekcji — nie jest to jednakże wystarczający powód, aby wychowywać kobietę, jak to się dziś dzieje, wyłącznie dla mężczyzny i dziecka za pomocą normy, która jej pewnych rzeczy jako męskich zabrania.

Jeśli nawet bowiem dla kobiety absolutnej nie istnieje możliwość moralności, ze zrozumienia tej idei kobiety nie wynika jeszcze, aby mężczyzna kobiecie empirycznej całkowicie i bez ratunku pozwalał w ideę tę popadać, a co gorsza, przyczyniał się do tego, iżby się coraz bardziej do niej zbliżała. Teoretycznie przyjąć można, że w kobiecie żyjącej tkwi zawsze jeszcze pewien zarodek dobra; wedle terminologii Kanta jest to owa resztka wolnej istoty, która umożliwia kobiecie głuche poczucie swego przeznaczenia752. O teoretycznej niemożliwości zaszczepienia na tym zarodku czegoś jeszcze nie należy nigdy mówić bez zastrzeżeń, jakkolwiek w praktyce nigdy się to jeszcze nie udało i być może i w przyszłości nigdy się nie uda.

Najgłębszą istotą i celem wszechbytu jest dobro, pod ideą moralną świat cały stoi i nawet zwierzęta podlegają, jako zjawiska, ocenie, słoń jest moralnie wyżej szacowany od węża, chociaż np. zabicie innego zwierzęcia nie poczytuje się im jako osobom za winę. Kobietę natomiast pociągamy do odpowiedzialności i na tym opiera się postulat, ażeby stała się inna. A jeśli cała kobiecość jest niemoralnością, kobieta musi przestać być kobietą i stać się mężczyzną.

Oczywiście, że tutaj właśnie należy jak najbardziej unikać niebezpieczeństwa zewnętrznego upodobnienia, które kobietę zawsze najsilniej na powrót wtrąca w kobiecość. Przedsięwzięcie prawdziwego emancypowania kobiety, dania jej wolności, która by nie była dowolnością, lecz wolą, ma nader małe widoki. Sądząc po faktach, dwie tylko zdają się dla kobiety pozostawać możliwości: kłamliwie akceptować to, co przez mężczyznę zostało stworzone, wierzyć, że chcą one tego, co z całą ich, nieuszczuploną jeszcze naturą stoi w sprzeczności, i z bezwiedną kłamliwością oburzać się na niemoralność, jak gdyby ona była moralna, na zmysłowość, jak gdyby ona pragnęła miłości niezmysłowej — albo też wyznać jawnie753, że treścią kobiety jest mężczyzna i dziecko, zgoła sobie sprawy nie zdając z tego, czym jest to wyznanie, jaki bezwstyd, jaka klęska tkwi w takim oświadczeniu. Bezwiedna obłuda albo cyniczne utożsamienie się z popędem naturalnym, inna możliwość dla kobiety widocznie nie istnieje.

Ale nie o potakujące przyzwolenie i nie o wyparcie się chodzi, lecz o zaprzeczenie, przezwyciężenie kobiecości. Gdyby np. jakaś niewiasta rzeczywiście pragnęła czystości mężczyzny, pokonałaby w sobie istotnie kobietę, gdyż coitus nie stanowiłby już dla niej najwyższej wartości, a doprowadzenie do niego nie byłoby już dla niej celem ostatecznym. Lecz w tym sęk właśnie: w szczerość postulatów takich niepodobna uwierzyć, chociaż tu i ówdzie bywają faktycznie podnoszone. Albowiem kobieta domagająca się czystości mężczyzny jest, pomijając jej histerię, tak głupia i tak dla wszelkiej prawdy nieprzystępna, że już niejasno nawet nie czuje tego, że przez to samą siebie neguje, czyniąc się absolutnie i bez ratunku bezwartościową, pozbawiając się swej egzystencji. Trudno tu prawie rozstrzygnąć, której możliwości przyznać ma się pierwszeństwo: bezgranicznej obłudzie, która zdolna jest propagować nawet najbardziej jej obcy ideał ascetyczny, czy też bezwstydnemu uwielbianiu osławionego rozpustnika i prostemu oddawaniu się jemu.

Skoro jednak wszystkie rzeczywiste dążenia kobiety w obu wypadkach w równej mierze zwracają się ku temu, aby mężczyzna dał się nakłonić do winy, więc w tym tkwi główne zagadnienie kwestii kobiecej i w tym sensie wiąże się ono z kwestią człowieczeństwa.

Fryderyk Nietzsche w jednym miejscu pism swoich powiada: „Potknąć się w zasadniczym zagadnieniu mężczyzny i kobiety, przeoczyć tu najbezdenniejszy antagonizm i nieuchronność wieczyście wrogiego napięcia i śnić tu o równych prawach, jednakim wychowaniu, równych uroszczeniach i powinnościach, jest typową oznaką płycizny umysłowej i myśliciel, który w tym najniebezpieczniejszym miejscu okazał swą płytkość — płytkość w instynkcie! — powinien uchodzić w ogóle za podejrzanego, więcej jeszcze, za zdemaskowanego i ujawnionego: prawdopodobnie będzie on dla wszystkich zasadniczych zagadnień życia, także życia przyszłego, mieć za „krótki oddech” i w żadną głąb nie potrafi się zapuścić. Mężczyzna natomiast, który ma głębię, tak w duchu swym, jak i w swych żądzach, a także ową głębię przychylności, zdolną do twardej surowości i tak łatwo z nią utożsamianą, może o kobiecie myśleć zawsze tylko orientalnie: musi on kobietę pojmować jako własność, jako dające się zamknąć na klucz mienie, jako coś przeznaczonego do poddaństwa i w nim osiągającego swą pełnię, musi on się tu oprzeć na olbrzymim rozumie Azji, na wyższości jej pod względem instynktów, jak to ongiś Grecy robili, ci najlepsi spadkobiercy i uczniowie Azji, którzy, jak wiadomo, od Homera aż do czasów Peryklesa754, w miarę wzrostu kultury i rozprzestrzeniania się siły, stawali się krok za krokiem surowsi także względem kobiety, słowem bardziej orientalni. Jak koniecznym, jak logicznym, jak nawet ze stanowiska człowieczeństwa pożądanym to było, należy się nad tym zastanowić!”755

Indywidualista myśli tu całkiem w duchu etyki społecznej: jego teoria kast, grup i odgraniczeń rozsadza nieraz autonomię jego etyki. Chce on bowiem w interesie społeczeństwa i niezakłóconego spokoju mężczyzn poddać kobietę pod taką ich władzę, iżby się już w samej rzeczy odezwać nie mogła z żądaniami emancypacji ani nawet z owym obłudnym i nieszczerym żądaniem wolności, podnoszonym przez dzisiejsze feministki, które zgoła nie przeczuwają, na czym właściwie niewola kobiety polega i jakie są jej przyczyny. Ale Nietzschego nie przytoczyłem po to, aby mu dowieść niekonsekwencji, lecz by w przeciwstawieniu do jego słów pokazać, że zagadnienie człowieczeństwa nie da się rozwiązać bez rozwiązania zagadnienia kobiety. Komu się bowiem wydaje przesadnie wygórowanym zapatrywanie, że mężczyzna powinien kobietę ze względu na ideę, na noumenon czcić, a nie posługiwać się nią jako środkiem do celu poza nią leżącego, że powinien jej dlatego przyznać równe prawa, zarazem jednak i równe obowiązki (moralnego i duchowego samokształcenia) jak sobie samemu, niechaj zważy, że mężczyzna nie może rozwiązać problemu etycznego co do swojej osoby, jeśli w kobiecie zaprzecza wciąż na nowo idei człowieczeństwa, posługując się nią, jako środkiem rozkoszy. Coitus jest w każdym azjatyzmie zapłatą, jaką mężczyzna musi kobiecie uiścić za jej uciemiężenie. I wprawdzie może to być dla kobiety charakterystyczne, że za tę cenę z pewnością zawsze chętnie się zgodzi i na najgorsze jarzmo niewoli, ale mężczyzna nie powinien na ten handel przystawać, gdyż przy tym i sam szkodę moralną ponosi.

Nawet pod względem technicznym zatem problem ludzkości nie jest możliwy do rozwiązania dla mężczyzny samego; musi on kobietę brać ze sobą, nawet jeśliby tylko siebie chciał wyzwolić, musi starać się ją nakłonić do zaniechania swych niemoralnych o niego zabiegów. Kobieta musi się wyrzec spółkowania dobrowolnie, wewnętrznie i szczerze. To zaś w samej rzeczy znaczy: kobieta musi jako taka zniknąć, a zanim to nie nastąpi, nie ma możności ustanowienia Królestwa Bożego na ziemi. Dlatego to Pitagoras756, Platon, chrześcijaństwo (w przeciwieństwie do żydowstwa), Tertulian, Swift, Wagner, Ibsen przemawiali za wyzwoleniem, za odkupieniem kobiety, nie za emancypowaniem kobiety od mężczyzny, lecz za emancypowaniem kobiety od kobiety. A w takim towarzystwie dźwigać anatemę757 Nietzschego nie jest ciężko.

Z własnej siły zaś trudno, aby kobieta cel ten osiągnąć mogła. Iskra, która tak słabo się w niej żarzy, musi mieć możność wciąż się na nowo zapalać u ognia mężczyzny, przykład musi być dany. Chrystus dał ten przykład: zbawił Magdalenę, cofnął w pewne miejsce swej przeszłości i ją także odkupił. Wagner, największy człowiek od czasów Chrystusa, pojął i to najbardziej wewnętrznie: póki kobieta nie przestanie istnieć dla mężczyzny jako kobieta, nie może i sama przestać być kobietą; Kundry może rzeczywiście zostać wyzwolona z klątwy Klingsora758 tylko przez Parsifala, bezgrzesznego, nieskalanego mężczyznę. Tak więc ta psychologiczna dedukcja pokrywa się z filozoficzną i godzi się też ona w zupełności z Wagnera Parsifalem, najgłębszym poematem w literaturze świata. Dopiero płciowość mężczyzny daje kobiecie egzystencję kobiety. Wszelka materia tyle tylko ma egzystencji, ile wynosi suma winy we wszechświecie: kobieta żyć będzie tylko tak długo, aż mężczyzna całkowicie zmaże swą winę, aż własną swą płciowość rzeczywiście pokona.