„Ks. de Saint-Cyran”, powiada o. Meynier, „pocieszając jednego z przyjaciół po stracie matki”, tom I, list 14, „powiada, iż najmilsza ofiara, jaką można ofiarować Bogu w takim wypadku, to poddanie się: zatem jest kalwinem”. To bardzo subtelne, moi ojcowie, i nie wiem czy, kto dojrzy tego rację. Dowiedzmyż się tedy od was. Dlatego, powiada ten wielki dialektyk, iż „nie wierzy zatem w ofiarę mszy. Ta bowiem jest Bogu najmilsza ze wszystkich”.
Niechże kto teraz powie, że jezuici nie umieją rozumować! Umieją tak dobrze, że dowiedliby herezji, komu by zechcieli; nawet samemu Pismu Świętemu. Czyż to bowiem nie herezja mówić, jak czyni Eklezjastyk256: „Nie masz nic gorszego niż kochać pieniądze, Nihil es iniquius quam amare pecuniam”257; jak gdyby cudzołóstwo, mężobójstwo, bałwochwalstwo nie były większą zbrodnią? I komuż nie zdarzy się co chwila powiedzieć podobnych rzeczy, że na przykład ofiara skruszonego i pokornego serca najmilsza jest Bogu; ile że w takim powiedzeniu mamy na myśli jedynie porównanie pewnych cnót duchowych między sobą, a nie z ofiarą mszy św., która jest czymś zupełnie odmiennym i nieskończenie wyższym? Czy to nie jest pocieszne, moi ojcowie? I aby was pognębić do reszty, mamż258 przytoczyć ustęp z tegoż samego listu ks. de Saint-Cyran, gdzie mówi o ofierze mszy św. jako o „najwyborniejszej” ze wszystkich w ton sposób, iż „ofiarujemy Bogu, codziennie i na każdym miejscu, ofiarę Ciała jego Syna, który nie znalazł doskonalszego środka, aby uczcić swego Ojca”? A później, iż „Jezus Chrystus kazał nam przyjmować w godzinie śmierci swoje ofiarowane Ciało, aby uczynić milszą Bogu ofiarę naszego i aby się połączyć z nami w chwili naszego zgonu, aby nas umocnić, uświęcając swą obecnością ostatnią ofiarę, jaką czynimy Bogu z naszego życia i naszego ciała”. Wykręćcież to wszystko, moi ojcowie, i powtarzajcie dalej — jak to czynicie na str. 33 — iż on odmawiał od komunikowania259 się przy śmierci i że nie wierzył w ofiarę mszy św. Nic bowiem nie jest zbyt śmiałe dla zawodowych oszczerców.
Drugi wasz dowód jest tego wymownym świadectwem. Aby bowiem uczynić kalwinem nieboszczyka ks. de Saint-Cyran, któremu przypisujecie książkę Piotra Aurelego260, bierzecie ustęp, w którym Aureli tłumaczy (str. 89), w jaki sposób poczyna sobie Kościół z księżmi, a nawet z biskupami, których chce zawiesić lub degradować: „Kościół”, powiada, „nie mogąc odjąć im charakteru kapłańskiego, ponieważ ten charakter jest niezniszczalny, czyni co w jego mocy: wymazuje ze swej pamięci ów charakter, którego nie może wymazać z duszy tych, co go otrzymali. Uważa ich jako nie będących już księżmi lub biskupami. Tak iż, wedle języka Kościoła, można powiedzieć, iż nimi już nie są, mimo że zawsze są nimi w istocie: OB INDEBILITATEM CARACTERIS”. Widzicie, moi ojcowie, iż ten autor uznany przez trzy zgromadzenia francuskiego kleru, powiada jasno, że charakter kapłaństwa jest niezniszczalny, a wszelako wy przypisujecie mu, przeciwnie, powiedzenie, iż „charakter kapłaństwa nie jest niezniszczalny”. Otoć straszliwe oszczerstwo: to znaczy, wedle was, lekki grzech powszedni. Książka bowiem była wam nie na rękę, ile że odparła herezje waszych współbraci angielskich w przedmiocie władzy biskupiej. Ale oto i straszliwa niedorzeczność: przyjąwszy fałszywie, że ks. de Saint-Cyran uważa, iż ten charakter nie jest niezniszczalny, wyciągacie stąd wniosek że nie wierzy w rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii.
Nie spodziewajcie się, moi ojcowie, abym wam na to odpowiadał. Jeśli wam brak zdrowego rozsądku, ja go wam nie wleję. Wszyscy ci, którzy go mają, wyśmieją się z was, równie jak z waszego trzeciego dowodu, opartego na tych słowach (O częstej komunii, cz. 3, rozdz. 2), iż „Bóg daje nam w Eucharystii ten sam pokarm co świętym w niebie, z tą jedynie różnicą, iż odejmuje nam jego widok i smak, zachowując oba dla Niebios”. W istocie, moi ojcowie, te słowa wyrażają tak wiernie myśl Ewangelii, iż doprawdy nie wiem już, jak wy się bierzecie do rzeczy, aby ich nadużyć. Nie widzę tu bowiem nic prócz tego, co uczy sobór trydencki261, Sess. 13, c. 18: iż między Jezusem w Eucharystii a Jezusem w niebie nie ma innej różnicy prócz tej, że tu jest zasłoniony, a tam nie. Arnauld nie powiada, iż nie ma innej różnicy w sposobie przyjmowania Jezusa Chrystusa, ale tylko że nie ma innej różnicy w Jezusie Chrystusie, którego się przyjmuje. Wy wszelako chcecie wbrew wszelkiej oczywistości weprzeć weń, iż mówi w tym ustępie, że tak samo tu nie pożywa się Jezusa Chrystusa ustami, jak w Niebie; z czego wnioskujecie o jego herezji.
Litość mnie zbiera nad wami, moi ojcowie. Trzebaż to jeszcze tłumaczyć? Czemu mieszacie ten boski pokarm i sposób przyjmowania go? Jest tylko jedna różnica, jak powiedziałem, w tym pokarmie na ziemi i w niebie: to, iż tu ukryty jest pod zasłoną, która nam odejmuje jego widok i smak zmysłowy. Ale istnieje więcej różnic w przyjmowaniu go tu i tam, a najważniejsza z nich, jak mówi Arnauld (cz. 3, rozdz. 16), to ta, iż „wchodzi tu w usta i żołądek dobrych i złych”, co nie ma miejsca w niebie.
A jeżeli nie znacie racji tej rozmaitości, powiem wam, moi ojcowie, iż przyczyną, dla której Bóg ustanowił rozmaite sposoby przyjmowania tego samego pokarmu, jest różnica zachodząca między stanem chrześcijan w tym życiu a stanem zbawionych w niebie. Stan chrześcijan, jak powiada kardynał du Perron wedle ojców, zajmuje pośrednie miejsce między stanem zbawionych a stanem żydów. Zbawieni posiadają Jezusa Chrystusa istotnie bez znaku i bez zasłony, żydzi posiadali z Jezusa Chrystusa jedynie znak i zasłony, jako to manna i baranek wielkanocny; chrześcijanie zaś posiadają Chrystusa w Eucharystii prawdziwie i rzeczywiście, ale jeszcze okrytego zasłoną. „Bóg”, powiada św. Eucheriusz, „uczynił sobie trzy arki: Synagogę, która miała jeno cienie bez prawdy; Kościół, który ma prawdę i cienie; i Niebo, gdzie nie ma cieni, jeno sama prawda”.
Wyszlibyśmy ze stanu, w którym jesteśmy, tzn. stanu wiary, który św. Paweł przeciwstawia zarówno Zakonowi262, jak i jasnemu widzeniu, gdybyśmy posiadali jeno znaki bez Jezusa Chrystusa; ponieważ właściwością Zakonu jest mieć jeno cienie, a nie istotę rzeczy; wyszlibyśmy zeń również, gdybyśmy go posiadali widocznie, ponieważ wiara, jak powiada tenże apostoł, nie dotyczy rzeczy, które się widzi. Tak więc Eucharystia jest wybornie dostrojona do naszego stanu wiary, ponieważ zawiera rzeczywiście Jezusa, ale zasłoniętego. Tak iż byłoby zniweczeniem tego stanu, gdyby Chrystus nie znajdował się istotnie pod postacią chleba i wina, jak utrzymują heretycy; a byłoby również zniweczeniem, gdybyśmy go przyjmowali bez osłon jak w niebie, ile że w ten sposób stan nasz spływałby się ze stanem żydostwa albo też stanem chwały.
Oto, moi ojcowie, tajemnicza i boska właściwość tej na wskroś boskiej tajemnicy. Oto co nam każe brzydzić się kalwinizmem, spychającym nas do stanu Żydów; i oto co każe nam wzdychać do chwały zbawionych, która nam da pełne i całkowite obcowanie z Jezusem. Z tego widzicie, że istnieją rozmaite różnice między sposobem, w jaki On się udziela chrześcijanom i zbawionym, i że między innymi tu przyjmuje się go ustami, a w niebie nie; ale te wszystkie one zależą od jedynej różnicy istniejącej pomiędzy stanem wiary, w którym my się znajdujemy, a stanem jasnego widzenia, w którym są oni. I oto co, moi ojcowie, Arnauld powiedział jasno w tych słowach, iż „między czystością tych, którzy przyjmują Jezusa w Eucharystii, a czystością zbawionych nie powinno być innej różnicy, jak tylko ta, która istnieje między wiarą a jasnym widzeniem Boga, od czego jedynie zależy różny sposób pożywania go na ziemi i w Niebie”. Powinniście byli, moi ojcowie, uszanować w tych słowach owe święte prawdy, zamiast je kazić, aby w nich znaleźć herezję, której nie było w nich nigdy i być nie może; mianowicie, iż pożywa się Jezusa jedynie wiarą, a nie ustami, jak to podsuwają złośliwie wasi ojcowie Annat i Meynier, czyniąc z tego główny punkt swego oskarżenia.
Krucho jest z waszymi dowodami, moi ojcowie, dlatego to uciekliście się do nowej sztuczki, mianowicie sfałszowaliście sobór trydencki, iżby Arnauld nie był z nim w zgodzie; tyle macie sposobów wpędzenia kogoś w herezję! Czyni to o. Meynier w swojej książce kilkadziesiąt razy, a jaki dziesiątek razy na samej stronicy 54, gdzie utrzymuje, iż aby mówić jak katolik, nie dość jest powiedzieć: „Wierzę, iż Jezus Chrystus jest rzeczywiście obecny w Eucharystii”, ale że trzeba powiedzieć: „Wierzę wraz z soborem, że jest tam obecny obecnością miejscową, albo miejscowo”. I na to cytuje Sobór, Sess. 13, can. 3, can. 4, can. 6. Któż by nie uwierzył, widząc słowo „miejscowa obecność” cytowane z trzech kanonów powszechnego soboru, iż ono znajduje się tam w istocie? To wam mogło zdać się na coś, moi ojcowie, przed moim piętnastym Listem; ale obecnie nikt się na to nie złapie. Zajrzymy do akt soboru i przekonamy się, że jesteście szalbierze. Tych słów bowiem: „miejscowa obecność”, „miejscowo”, „miejsce”, nigdy tam nie było. I oświadczam wam, co więcej, moi ojcowie, iż nie ma ich w żadnym innym ustępie z soboru, ani w żadnym innym z poprzedzającego soboru, ani w żadnym z Ojców Kościoła.
Proszę was tedy, moi ojcowie, powiedzcie mi, czy zamierzacie oskarżyć o kalwinizm wszystkich, którzy nie posłużyli się tym wyrażeniem? Jeżeli tak, sobór trydencki jest mocno podejrzany i wszyscy Ojcowie Kościoła bez wyjątku. Czy nie macie innej drogi, aby zrobić z p. Arnauld heretyka, nie zaczepiając tylu ludzi, którzy wam nie zrobili nic złego, a między innymi św. Tomasza, który jest tak żarliwym obrońcą Eucharystii, a który tak dalece nie posłużył się tym terminem, iż, przeciwnie, odrzucił go, 3 p. quaest. 76, ad. 6, gdzie powiada: Nullo modo Corpus Christi est in hoc Sacramento localiter263? Któż wy tedy jesteście, moi ojcowie, aby narzucać własną powagą nowe terminy, którymi nakazujecie się posługiwać, aby dobrze wyrazić swą wiarę: jak gdyby wyznanie wiary ułożone przez papieży wedle uchwały soboru, gdzie tego terminu nie ma, było niedostatecznym i zostawiało dwuznaczność w umyśle wiernych, którą wyście jedni odkryli! Cóż za zuchwalstwo przepisywać te wyrażenia zgoła samym Doktorom! Cóż za fałsz wmawiać je soborom powszechnym! I cóż za nieuctwo nie wiedzieć, jakie trudności czynili z ich przyjęciem najuczeńsi święci? „Wstydźcie się”, moi ojcowie, swego „szalbierstwa i nieuctwa”, jak powiada Pismo św. do podobnych wam szalbierzy i nieuków: de mendacio ineruditionis tuae confundere264.