W myśl tej zasady, pojmujesz z łatwością, iż gdyby mieli jedynie wolnomyślnych kazuistów, zniszczyliby swój główny cel, to jest ogarnięcie całego świata, ile że osoby naprawdę pobożne szukają silniejszej ręki. Ale ponieważ takich jest mało, nie potrzeba im na to zbytniej mnogości surowych przewodników. Mają ich niewielu dla niewielu; podczas gdy ciżba rozwiązłych kazuistów stoi na usługi tych, którzy poszukują rozwiązłości.
Takim to „ujmującym i giętkim” (jak je nazywa ojciec Petau82) postępowaniem zjednują dla siebie cały świat. Jeśli bowiem zgłosi się do nich ktoś, kto ma niezłomne postanowienie oddać źle nabyte dobra, nie lękaj się, aby go od tego odwodzili: przeciwnie, pochwalą go i utwierdzą w świętym zamiarze. Ale niech przyjdzie inny, który chciałby otrzymać rozgrzeszenie bez zwrotu, wypadek musiałby być snać bardzo trudny, gdyby nie dostarczyli środków po temu, biorąc za nie odpowiedzialność.
Dzięki temu zachowują wszystkich swoich przyjaciół i znajdują obronę przeciw wszystkim wrogom. Jeśli bowiem im ktoś zarzuci nadmierną wolnomyślność, natychmiast pokazują publiczności swoich surowych doktorów i książki traktujące o ostrości chrześcijańskiej nauki; jakoż ludzie naiwni i niezgłębiający rzeczy ściślej zadowalają się tym dowodem.
Tak więc mają coś w zanadrzu dla każdego i dają każdemu wedle tego, czego żąda. Ba! kiedy się znajdą w kraju, gdzie ukrzyżowany Bóg uchodzi za niedorzeczność, usuwają krzyż, który mierzi, i głoszą jedynie Chrystusa w chwale, a nie Chrystusa cierpiącego. Tak czynią w Indiach i w Chinach, gdzie pozwolili chrześcijanom nawet na pogaństwo, przez ten subtelny wymysł, iż każą im kryć w odzieży obraz Chrystusa, do którego każą odnosić w myśli wszystkie publiczne hołdy oddawane bałwanowi Chacim-Choam i Keum-fukum, jak to im wymawia dominikanin Gravina83 i jak świadczy o tym memoriał przedłożony po hiszpańsku królowi hiszpańskiemu Filipowi IV przez franciszkanów z Wysp Filipińskich, przytoczony przez Tomasza Hurtado84 w jego książce o Męczeństwie wiary85, str. 472. Tak dalece, iż kongregacja kardynałów De propaganda fide86 musiała pod grozą klątwy osobliwie zabronić jezuitom tolerowania kultu bałwanów pod jakim bądź pozorem i ukrywania tajemnicy krzyża tym, których uczą religii; nakazując im wyraźnie nie dopuścić nikogo do chrztu bez tej znajomości i wystawić w swoich kościołach obraz krzyża, jak to obszernie wywiedzione jest w dekrecie tej kongregacji, wydanym 9 lipca 1646, a podpisanym przez kardynała Kaponiego.
Oto w jaki sposób rozprzestrzenili się po całej ziemi dzięki „nauce o mniemaniach prawdopodobnych”, będącej podstawą i źródłem całego tego nierządu. Ale tego musisz się dowiedzieć od nich samych. Nie ukrywają bowiem tego nikomu, równie jak wszystkiego, co ci właśnie mówiłem; z tą różnicą, iż znają politykę i swój ludzki rozum pokrywają pozorem rozumu boskiego i chrześcijańskiego; jak gdyby wiara i tradycja, która go podtrzymuje, nie była zawsze jedna i niezmienna we wszystkich czasach i miejscach; jak gdyby prawidłu wolno było naginać się do przedmiotu, który ma się stosować do niego; i jak gdyby duszom dla oczyszczenia się ze swoich zmaz wystarczyło jeno skazić prawo Pana, podczas gdy „prawo Pana, bez zmazy i we wszystkim święte, ma nawrócić dusze” i skłonić je do swoich zbawczych nauk.
Idź tedy, proszę cię, do tych dobrych ojców: pewien jestem, że w rozwiązłości ich zasad moralnych znajdziesz łacno źródło ich nauk odnośnie do łaski. Ujrzysz u nich takie zapoznanie cnót chrześcijańskich, takie ogołocenie ich z miłości będącej ich duszą i życiem; ujrzysz usprawiedliwianie tylu zbrodni i wyrozumiałość dla tylu nierządów, iż nie zadziwi cię potem ich twierdzenie, że wszyscy ludzie mają dość łaski, aby żyć pobożnie, tak jak oni to rozumieją! Ponieważ moralność ich jest zgoła pogańska87, natura wystarczy, aby jej przestrzegać. Kiedy głosimy potrzebę łaski skutecznej, inną, zaiste, cnotę czynimy jej przedmiotem! Nie chodzi o to, aby leczyć jedne przywary drugimi; nie chodzi o to, aby ludzie pełnili jedynie zewnętrzne obowiązki religii; chodzi o cnotę wyższą niż cnota faryzeuszów oraz pogańskich mędrców. Prawo i rozum są wystarczającą łaską do tego celu. Ale wyswobodzić duszę z miłości świata, oderwać ją od tego, co ma najdroższego, aby jej dać umrzeć dla samej siebie, przywiązać ją i skłonić wyłącznie i niezmiennie do Boga — to dzieło jedynie wszechmogącej ręki. I równie bezrozumnym jest twierdzić, że mamy pełną moc po temu, jak bezrozumnym byłoby mówić, iż owe cnoty, wyzute z miłości Boga, które ci dobrzy ojcowie mieszają z cnotami chrześcijańskimi, nie są w naszej możności.
Tak mówił mój przyjaciel, i to z wielką boleścią; trapi się bowiem poważnie całym tym skażeniem. Co do mnie, podziwem zdjęła mnie wyborna polityka tych zacnych ojców; po czym w myśl rady mego przyjaciela zaszedłem do pewnego tęgiego kazuisty należącego do Towarzystwa. Znałem go już dawniej; postanowiłem odnowić znajomość. Że zaś dowiedziałem się, jak z nimi trzeba postępować, nietrudno mi było pociągnąć go za język. Przyjął mnie bardzo serdecznie, lubi mnie bowiem zawsze; po czym po chwili obojętnej rozmowy skorzystałem z pory, którą mamy obecnie, aby, ot, wchodząc nieznacznie w materię, dowiedzieć się czegoś o poście. Zwierzyłem mu się, że ciężko mi jest przestrzegać postów; upomniał mnie, abym się przemógł; gdy jednak dalej się żaliłem, wzruszył się tym i zaczął szukać przyczyn do dyspensy. Podsunął mi w istocie kilka takich, które się nie nadawały, w końcu zaś zapytał, czy nie sprawia mi trudności zasnąć bez wieczerzy.
— Owszem, mój ojcze — rzekłem — i to mnie często zniewala jeść śniadanie w południe, a coś obfitszego wieczór.
— Bardzom rad — odparł — iż znalazłem ten sposób, aby ci wygodzić bez grzechu; bądź spokojny, nie jesteś obowiązany do postu. Nie chcę, byś mi wierzył na słowo; chodź do biblioteki.
Poszedłem za nim, po czym, biorąc książkę: