— Ho, ho — odparł ojciec — a gdyby się doznawało jakiej przykrości, unikając tych okazji, czy byłoby się do tego obowiązanym, twoim zdaniem? Inny ma o tym pogląd ojciec Bauny, o patrz, str. 1084: „Nie należy odmawiać rozgrzeszenia tym, którym nastręczy się sposobność do grzechu, jeżeli zachodzą takie okoliczności, iż nie mogą jej pominąć, nie dając światu przedmiotu do gadań albo nie doznając z tego powodu przykrości”.

— Cieszy mnie to, mój ojcze; pozostaje jedynie ogłosić, iż wolno szukać sposobności z umysłu, skoro wolno jest nie unikać ich.

— I to nawet wolno niekiedy — dodał — słynny kazuista Bazyli Ponce96 tak orzekł, a ojciec Bauny przytacza go i potwierdza to jego mniemanie w Traktacie o pokucie, q. 4, pag. 94: „Wolno szukać okazji do grzechu, wprost i dla niej samej, primo et per se, kiedy dobro duchowe lub doczesne, nasze lub naszego bliźniego, skłania nas ku temu”.

— Doprawdy — rzekłem — zdaje mi się że śnię, kiedy słyszę zakonników mówiących w ten sposób. Jak to, ojcze, powiedz mi sumiennie, czy jesteś tego mniemania?

— Bynajmniej — rzekł ojciec.

— Mówisz tedy — ciągnąłem — wbrew swemu sumieniu?

— Wcale nie — rzekł. — Nie mówiłem tego wedle mego sumienia, ale wedle sumienia Poncjusza i ojca Bauny. I możesz bezpiecznie polegać na nich: to uczeni ludzie.

— Jak to, ojcze, dlatego, iż oni zamieścili te trzy wiersze w swej książce, wolno mi będzie szukać sposobności do grzechu? Sądziłem, iż należy mi brać za prawidło jedynie Pismo Święte i tradycję Kościoła, a nie waszych kazuistów.

— O, dobry Boże — wykrzyknął ojciec — przypominasz mi tych jansenistów. Czyż o. Baune i Bazyli Ponce nie starczą, aby uczynić swoje mniemanie prawdopodobnym?

— Nie zadowala mnie prawdopodobne — odparłem — szukam tego, co pewne.