— Ale, mój ojcze, zdaje mi się, że to tylko Eskobar posługuje się tym słowem: czy i inne książki wspominają o nim?

— Jakiś ty mało wykształcony — rzekł ojciec. — Ostatnia książka z zakresu teologii moralnej, którą wydrukowano tego roku w Paryżu, mówi o mohatrze i bardzo uczenie. Nosi tytuł EPILOGUS summarum; jest to „streszczenie wszystkich teologii zaczerpnięte z naszych oo. Suareza, Sancheza, Lezjusza, Fagundeza, Hurtady innych słynnych kazuistów”, jak głosi tytuł. Ujrzysz tam tedy na str. 54: „Mohatrą nazywamy, kiedy ktoś potrzebujący 20 pistoli kupi od kupca materii za 30 pistoli płatnych za rok i odprzeda mu je z miejsca za 20 pistoli gotówką”. Widzisz tedy, że mohatra nie jest jakimś słowem zupełnie nieznanym.

— I jakże, ojcze, czy ten kontrakt jest dozwolony?

— Eskobar — odparł ojciec — powiada w tym samym miejscu, że „istnieją prawa, które zabraniają go pod bardzo ostrymi karami”.

— Jest zatem bezużyteczny?

— Bynajmniej — odparł — Eskobar bowiem w tym samym miejscu podaje sposoby uczynienia go dozwolonym. „Nawet wówczas”, powiada, „kiedy ten, który sprzedaje i odkupuje, ma za główny cel osiągnięcie zysku; byleby tylko sprzedając nie przekroczył najwyższej ceny tego rodzaju towaru, a odkupując nie przekroczył najniższej, i byle poprzednio nie umawiać się o to wyraźnymi słowy lub inaczej”. Ale Lezjusz, de Just., lib. II cap. XXI, d. 16, powiada, iż „nawet gdyby się umówić, nikt nie jest obowiązany zwrócić tego zysku, chyba przez miłosierdzie, w razie gdyby ten, z którego się go ściąga, był w nędzy i to o ile by on sam mógł zwrócić bez uszczerbku: Si commode potest”. Oto wszystko co można rzec.

— W istocie, ojcze, sądzę, iż większa pobłażliwość byłaby zdrożną.

— Nasi ojcowie — rzekł — umieją się tak dobrze zatrzymać tam, gdzie trzeba! Pojmujesz tedy użyteczność mohatry.

Mógłbym cię jeszcze zapoznać z innymi metodami; ale te wystarczą: teraz muszę ci coś powiedzieć o ludziach, których interesa uległy zachwianiu. Nasi ojcowie pomyśleli o tym, aby im ulżyć w tym stanie; jeżeli bowiem nie mają dość majątku, aby wraz i żyć przyzwoicie, i spłacić długi, wolno im zabezpieczyć sobie część, zgłaszając upadłość wobec wierzycieli: tak orzekł nasz o. Lezjusz, a Eskobar potwierdza to, tr. 3, ex. 2, n. 163: „Czy ten, który ogłasza upadłość, może z czystym sumieniem zataić tyle ze swego mienia, ile potrzeba do przyzwoitego wyżywienia rodziny: Ne indecore vivat? Twierdzę wraz z Lezjuszem, że tak; nawet gdyby je zarobił krzywo i za pomocą zbrodni znanych całemu światu: ex injustitia et notorio delicto; mimo iż wówczas nie godzi mu się zatrzymać równie wysokiej sumy, co w innym wypadku”.

— Jak to, ojcze, jakież osobliwe miłosierdzie skłania cię przyznać to mienie raczej temu, który je ukradł i złupił, iżby mógł żyć przyzwoicie, niż jego wierzycielom, którym należy się ono prawnie i których przywodzisz w ten sposób do ubóstwa?