— Toteż — rzekł — to wszystko, co można było uczynić, i sądzę, że to wystarczy, trzeba by bowiem być wielkim niegodziwcem, aby nie chcieć poświęcić jednej chwili w życiu dla włożenia różańca na ramię albo szkaplerza do kieszeni, mogąc sobie zapewnić zbawienie w ten sposób. A sposób ten jest tak pewny, iż ci, którzy go spróbowali, nie zawiedli się nigdy, w jaki bądź sposób by żyli. Wszelako radzimy im, aby mimo to żyli cnotliwie. Przytoczę ci tu jedynie przykład ze str. 34, o kobiecie, która przestrzegając codziennie tej dewocji, iż pozdrawiała obrazy Najświętszej Panny, trwała zarazem przez całe życie w stanie grzechu śmiertelnego i umarła wreszcie w tym stanie, a mimo to, dzięki tej dewocji, osiągnęła zbawienie.
— A to w jaki sposób? — wykrzyknąłem.
— W ten — rzekł — iż Pan Bóg wskrzesił ją umyślnie: tak dalece pewnym jest, iż nie można zginąć, praktykując którąś z tych dewocji.
— W istocie, ojcze — rzekłem — wiem, że nabożeństwo do Najświętszej Panny jest potężną pomocą do zbawienia i że najmniejsza praktyka ma tu wielką zasługę, kiedy płynie z uczucia wiary i miłości, jak to było u świętych, którzy je wykonywali; ale upewniać tych, którzy je wykonują bez odmiany niegodziwego życia, że się nawrócą w chwili śmierci albo że Bóg ich wskrzesi, to, moim zdaniem, snadniej może podtrzymać grzeszników w ich szale, napełniając ich złudną ufnością i spokojem, niż przywieść do opamiętania i nawrócić, co zdolna jest sprawić jedynie tylko łaska.
— „Cóż znaczy” — odparł ojciec — „którędy wejdziemy do raju, byleśmy tam weszli”, jak powiada w podobnym przedmiocie słynny ojciec Binet, nasz dawny prowincjał, w swojej doskonałej książce Notae predestinationis n. 31, pag. 130. „Czy w skok, czy w lot, co nam o to, byleśmy się dostali do grodu chwały?”, jak powiada jeszcze ten ojciec w tym samym miejscu.
— Przyznaję — rzekłem — że to jest obojętne, ale rzecz w tym, czy się tam dostaniemy.
— Dziewica — odparł — ręczy za to; czytaj końcowy ustęp książki o. Barry: „Gdyby się zdarzyło przy śmierci, iż Wróg czyhałby na ciebie i wznieciłby zamęt w małej republice twoich myśli, wystarczy ci jeno powiedzieć, iż Maryja ręczy za ciebie i że do niej to należy się zwrócić”.
— Ale, mój ojcze, kto by chciał tego dochodzić, wprawiłby cię w niemały kłopot; ostatecznie bowiem, któż nas upewnił, że Najświętsza Panna ręczy za to?
— Ojciec Barry — rzekł — ręczy znów za nią, str. 465. „Co się tyczy korzyści i szczęścia, które stąd na was spłyną, ręczę za nie i daję rękojmię za dobrą mateczkę”.
— A któż znowu zaręczy za o. Barry, mój ojcze?