Nie wystarczało wam, żeście za pomocą swoich kruczków pozwolili ludziom tylu rzeczy zakazanych? Trzebaż było jeszcze zachęcać ich do zbrodni, których nie mogliście usprawiedliwić, ofiarując im łatwe i pewne rozgrzeszenie? W tym celu zniweczyliście władzę kapłanów, zmuszacie ich do rozgrzeszenia, raczej czyniąc z nich niewolników niźli sędziów. I każecie im rozgrzeszać kogo? Najbardziej zatwardziałych grzeszników; bez śladu miłości Boga; bez zamiaru poprawy; bez żadnej oznaki żalu oprócz sto razy gwałconych przyrzeczeń; bez pokuty, o ile nie chcą jej się poddać, i bez poniechania sposobności do grzechu, o ile im to sprawia kłopot.
Ale wy idziecie jeszcze dalej; swawola, z jaką ważyliście się wstrząsnąć najświętsze prawidła chrześcijańskiego życia, posuwa się aż do zupełnego obalenia prawa bożego. Gwałcicie najświętsze nauki zakonu i proroków; tępicie pobożność w sercach; pozbawiacie ją ducha, który daje życie; uczycie, iż miłość Boga nie jest potrzebna do zbawienia; ośmielacie się zgoła twierdzić, że to zwolnienie od miłości Boga jest przywilejem, który Chrystus przyniósł światu: to już szczyt bluźnierstwa! Zatem krwią swoją Chrystus kupił nam to, iż nie potrzebujemy go kochać? Przed Wcieleniem byliśmy obowiązani kochać Boga; ale odkąd „Bóg tak ukochał świat, iż dał mu swego jedynego Syna”, ten świat, odkupiony przezeń, ma być wolny od kochania Go! Osobliwa, zaiste, ta dzisiejsza teologia! Ośmielają się uchylić „klątwę”, rzuconą przez św. Pawła „na tych, którzy nie kochają Pana Jezusa”! Obalają to, co powiada św. Jan, iż „kto nie kocha, wydany jest na zagładę”; i to, co mówi sam Chrystus, iż „kto Go nie kocha, nie strzeże jego przykazań”! Tak więc czynicie godnymi obcowania z Bogiem przez całą wieczność tych, którzy ani razu nie ukochali Boga za życia. Oto godne uwieńczenie tych misteriów niegodziwości. Otwórz wreszcie oczy, mój ojcze; a jeżeli cię nie uderzyły inne błędy twoich kazuistów, niechaj te ostatnie przywiodą cię swym bezmiarem do opamiętania. Życzę tego z całego serca tobie i wszystkim twoim ojcom i proszę Boga, aby im objawił, jak fałszywą jest wiedza, która zawiodła ich w takie przepaście, i aby napełnił swoją miłością tych, którzy ośmielają się zwalniać od niej ludzi.
Po takim przemówieniu rozstałem się z ojcem i nie sądzę, abym doń jeszcze powrócił. Ale nie kłopocz się: gdybym bowiem miał cię jeszcze pouczyć o ich zasadach, oczytałem się w ich książkach tak pilnie, iż będę ci mógł powiedzieć o ich moralności mniej więcej tyle, a o ich polityce może więcej, niżby mógł powiedzieć on sam. Mam zaszczyt etc.
Jedenasty list do Wielebnych OO. Jezuitów
(Iż niedorzeczne błędy można odeprzeć szyderstwem; względy, z jakimi należy to czynić; iż Montalte zachował te względy, nie zachowali zaś ich jezuici: bezbożne błazeństwa o. Le Moine i o. Garasse)
18 sierpnia 1656
Wielebni Ojcowie!
Czytałem pisma, które ogłaszacie w odpowiedzi na Listy pisane przeze mnie w przedmiocie waszej nauki moralnej. Główny punkt waszej obrony to zarzut, iż nie mówiłem o waszych zasadach dość poważnie: powtarzacie to raz po razu, siląc się wręcz twierdzić, iż „obróciłem w szyderstwo rzeczy święte”.
Zarzut ten, moi ojcowie, jest bardzo szczególny i niesprawiedliwy. I gdzież to, waszym zdaniem, podałem w pośmiewisko rzeczy święte? Przytaczacie osobliwie „kontrakt mohatra” i „historię Jana Alby”: czy to mają być rzeczy święte?
Czy uważacie, iż mohatra jest czymś tak czcigodnym, iż bluźnierstwem jest mówić o tym bez uszanowania? A nauki o. Bauny o kradzieży, które skłoniły Jana Albę do praktykowania jej na waszą szkodę, są-li tak święte, abyście mieli prawo ogłaszać bezbożnikami tych, którzy z nich dworują?