Potrząsnął w milczeniu głową. Przystąpił do krzesła przy oknie, na którym leżał haft właśnie rozpoczęty. Serce biło mu w piersi z wielką mocą.
Gianna poszła do kuchni, w której spoczywała mamka pogrążona w głębokim śnie, na derce63, rozścielonej wprost na kamiennych płytach podłogi. Zawsze tak sypiała w skwarne lato.
— Catalino — rzekła Gianna półgłosem — gdybyś wiedziała, kto w naszym domu bawi!
Z wielkiego dzbana kamiennego, stojącego obok pieca, zaczerpnęła kubek wody, przystanęła na chwilę, przycisnęła zimne, zwilżone wodą ręce do gorących policzków i rzekła:
— Matko Najświętsza! Ustrzeż serce me przed niewczesnymi pożądaniami!
Położyła kawałek chleba na cynowy talerz i wróciła do swego pokoju, w którym Attilio, przez cały czas siedząc u okna na krześle, wpatrywał się w oblane poświatą księżyca pola.
— Wstydzę się — rzekła — że mogę panu dać tylko wikt więzienny: chleb i wodę. Lecz jeśli pan sięgnie ręką poprzez okno, znajdzie pan tam wierzchołek drzewa figowego, rosnącego w dole między murem mego domu a wałami. Pełno na drzewie słodkich owoców.
— Gianno — odparł młodzieniec, biorąc kubek do ręki — nigdy nie pożądałbym lepszego napoju, gdybym miał być po wieki więźniem pani.
Usiłowała się uśmiechnąć i rzekła:
— Wkrótce nuda ogarnęłaby pana, zaś tam, w świecie, u boku młodej małżonki czekają pana tysiączne rozkosze, zaszczyty wszelkiego rodzaju.