— A mama?
— Mammina51.
— Czy mnie lubisz, Bicetto?
Skinęła główką.
— Widzisz — powiedziałem — jestem chory; chętnie bawiłbym się z tobą, a gdybyśmy się pięknie bawili, musiałabyś mi dać na podziękowanie całuska.
Dziecko wdrapało się natychmiast na łóżko, ujęło mnie obiema rączkami za szyję i przycisnęło swą małą, miękką buzię do mego policzka.
W tej chwili otwarły się drzwi i piękna pani weszła do pokoju. Widziałem, że chciała ofuknąć52 dziewczynkę, widząc mnie tak oblężonym. Lecz zaśmiała się tylko.
— Co za pomysł, Bicetto! Daj panu spokój! Chodź, wychodzimy.
— O signora53 — powiedziałem — proszę, niech dziecko zostanie, é tanto carina54, a ja... jak pani widzi... jestem już prawie uleczony. Proszę mi tylko powiedzieć...
Przystąpiła wspaniałym, królewskim krokiem, jaki się widzi u tragicznych bohaterek na scenie, do mego łóżka i zabrała dziecko.