na stromym drzewie kości na gałęzi

twojego obojczyka gotowy do lotu

Cierpliwie

CIERPLIWIE odbierałem wierszom wzrok jak teraz

mają na ciebie największe światło patrzeć

czy trzecim okiem zimnym zamkniętym okiem kropki

łapczywie zabierałem im głos sadząc w ustach

ostry i obcy język płomienia jak teraz

miałyby odpowiadać zmieniałem charakter

pisma stał się tak czysty że aż nieczytelny