To ich namioty; tam spławione, brodzą
Popod zielono-złotą atmosferą,
Którą po liści sklepieniach zapala
Południe. Kiedy rozprysną się, kiedy
Parne powietrze, które w siebie z tchnieniem
Wzionęły w owych liścianych świetlicach,
Wzbije się, aby jako meteory
Po toniach nocy żeglować, to duchy
Wsiadają na nie, krępują szalone
Ich pędy, wrzące ich głowy zginają,