Czerwonej konie w tęczowej uprzęży

Pędzą z wozami, wiatry depczącymi;

Na każdym wozie stoi dzikooki.

Z tych jedni patrzą za siebie, jak gdyby

Złe duchy gnały za nimi; ja przecież

Prócz gwiazd iskrzących nic dojrzeć nie mogę.

Drudzy ognistym wzrokiem spoglądają

Przed siebie, pijąc chciwymi ustami

Wiatr swych rumaków, jak gdyby istota,

Którą kochali, z rąk im się wymknęła...