Groźba rokoszu, zdolnego podkopać
Odwieczną władzę mą, acz zbudowaną
Na starej wierze i piekłom współwiecznej
Trwodze. I chociaż z falami powietrza
Przekleństwa moje, jak śnieg na beztrawne
Wierzchołki skał, wciąż płatami po płatach
Lecą z Olimpu, przylegając do niej,
Chociaż pod gniewu mojego pomroką
Wdzierać się musi po stromach żywota,
Które kaleczą ją, jak lód kaleczy