W tany! W skoki! Wy, śmieli, na wietrzyka podścieli!
Pieśnią dno wy przebijcie tam, w niebieskiej wyżynie;
Zaczarujcie nam Dzień, bo ot znika jak cień;
Zatrzymajcie przed ujściem w nieme Nocy jaskinie.
Niegdyś — głodne Godziny, psy to były, mściciele,
Dzień ścigały jak łowcy krwią zbroczone gazele;
A ten, chromy, bez schrony, ran krociami omdlony,
Drżąc, przesadzał, jak ślepy, Roku puszcze i stepy.
Ale teraz — o! Wiążcie się w mistyczne półkręgi
Pląsów, dźwięku i pieśni, słodkich dum i potęgi;