Byłem w garderobie u dworek, w białej kamizelce: bo też upał!... Czekałem na moją Zuzię, kiedy nagle słyszę głos pana hrabiego, hałas, brum, brum!... Nie wiem, co za lęk mnie chwycił; przypomniałem sobie bilecik; i przyznam się wręcz do swej głupoty: skoczyłem bez zastanowienia na inspekty. Stłukłem nawet nieco prawą nogę.
rozciera nogę
ANTONIO
Skoro to ty, niechże ci oddam ten świstek, który przy upadku wypsnął ci się z kamizeli.
HRABIA
rzuca się ku Antoniowi
Daj!
rozwija papier i składa go
FIGARO
na stronie