tak pewną ręką zadany.

Mnież to pomsta przypada?

W rozterce tej mój honor pada,

jeślibym śmiał za sercem biec...

Zmartwiałem, — duch poddany

pod cios, co srogie niesie rany.

Mnież pod ciężarem lęku lec?

O Boże! Czyliż mogłem wierzyć?!

Gdy się ze Szczęściem chciałem zmierzyć,

gdy tchną płomieniem piersi, lica,