PIPPA
Cóż za podłe plemię!
NANNA
Hołota, jakiej mało, moja córko. I trzeba się wystrzegać jej jak ognia. Opowiadam ci niektóre tylko historyjki z tych, co mi do głowy przychodzą; nie wybieram żadnej, bo bym sobie rady nie dała. Trzeba ci wiedzieć, że plugawość tych ludzi, co to udają baranków, a są wilkami, jest tak wielka, że nawet czarnoksiężniczka wszystkich ich świństw by nie wykryła, choć przecież czarnoksiężniczka umie wywoływać duchy. Miód płynie im z gęby, a brzytwy mają w zanadrzu. My, kobiety, choć jesteśmy kute na cztery nogi, złe, skąpe, bez czci i wiary, jednak przecie nie robimy awantur o byle co; a ten, kto nam patrzy na ręce, pozna się lepiej na naszej grze, niż najlepszy znawca potrafi się poznać na sztuczkach kuglarzy253 albo na znikaniu gałek korkowych. A poza tym, czy mało jest powodów, byśmy były skąpe? Wynika to z nikczemności naszej profesji, żyjemy w ciągłym strachu, że wypadnie nam umrzeć z głodu — dlatego też właśnie zgarniamy, co się da, dlatego żebrzemy o byle głupstwo, dlatego przymawiamy się o wszystko! Nie ma takiej drobnostki, która by dla nas nie posiadała wartości. Czyż pracowite mrówki nie dają nam przykładu? Mimo wszelkich starań w dziewięćdziesięciu wypadkach na sto wychodzimy z próżnymi rękami. A tymczasem mężczyźni, którzy dokazują cudów dzięki swym talentom i z osób mizernej kondycji stają się najznakomitszymi ze znakomitych, najszanowniejszymi z szanownych, ci mężczyźni są takimi podlecami254, że nie wstydzą się kraść nam w naszym domu ten książeczki, tamten lusterka, ów grzebyka, wazonika, serwetki, kawałka mydła albo choćby wstążki. Kradną byle co, co im tylko w ręce wpadnie.
PIPPA
Czy to prawda?
NANNA
Prawda najświętsza! Czy może być coś bardziej nikczemnego, jak schwytać nieboraczkę, która jak ślimak — całe swoje bogactwo ma na sobie — uszkodzić jej cembrowinę255 studni i zbiornik, a potem jako zapłatę dać jej fałszywy brylant, cztery srebrniki pozłacane albo mosiężny łańcuszek? I tacy chełpią się jeszcze potem, jakby byli przynajmniej chorążymi jerozolimskimi256. Nie ma nic gorszego, jak słyszeć tych panów, gdy rozprawiają o nas niczym z ambony, gdy nam zarzucają rzeczy, które ani nie są prawdziwe, ani do wiary podobne. „Przed dwoma dniami — powiada jeden — chciałem poruchać taką a taką! Kuper ma bardziej szorstki niż gęś, oddech jak trup, nogi śmierdzące potem, tłumok zamiast brzucha, bagno z przodu i przepaść z tyłu. Każdy by splunął i poszedł. Co za wyciruch257, co za bydlę zatracone, co za maciora parszywa! Gdy już ma całą kiełbasę we wnątrzu, wierci się jak fryga i trzęsie jak żywe srebro; gdy kusia258 wyjmiesz, zaczyna go lizać, podrzucać go i czyścić w taki sposób, o jakim się człowiekowi nie śniło”.
Im więcej wokół siebie ludzi widzą, tym bardziej głos podnoszą: „Co za pierdziucha śmierdząca, cóż za lafirynda!”.
Ci hultaje pamiętają tylko o tych grymasach i minach, jakie na naszych obliczach dostrzegli, gdy już schodzili z naszych schodów, ale o swoich minach, gdy my z ich schodów schodzimy — to żaden z nich nie wspomni; przecież my ich nigdy tak nie szkalujemy i nie mieszamy z błotem jak oni nas. Najwyżej wymknie nam się kiedy: „A to nędznik i niewdzięcznik!”. Gdy zaś nas największa złość ogarnia, mówimy: „To zdrajca!”. Nigdy sobie na nic więcej nie pozwalamy. Jeżeli czasami przywłaszczymy sobie jaką bagatelkę należącą do tych panów, to tylko po to, by wyrównać rachunki; za cześć, którą nam zabrali, nie zapłaci nam nikt największymi skarbami świata.