Jeśli mnie kochasz, przyjedziesz o dziesiątej,

jakoś tak to brzmiało. Czuję zapach benzyny,

a przez podwójną szybę widać w autobusie

plakat przedstawiający kota, tuż za kierowcą.

Za parę lat mógłbym być kimś innym.

Jeszcze kilka kilometrów, drzwi, przywitanie

i znów wyjdę na ulicę.

Zacznę list, który w drodze do domu zapomnę,

zamknę drzwi, i — proszę cię

nie bierz już żadnej podobnej pracy na drugi raz.