Jedenaście gołębi na przejrzystym niebie,

księżyc w tyłku słońca,

co za różnica, pajęczynę czuję na rzęsie

ściskając buraczkowe okładki,

podpieram tę stodołę jak drąg.

Czasem to się dzieje,

idę przez przedpokój

i mówię do lustra: „dziś się ogolę”.

Chętnie, jaskinia

Słoneczna tortura