Przecież i sonaty Beethovenowskie wyjdą fatalnie, jeśli je ktoś lada jak przebębni, byle prędzej.
Starożytni też nigdy nie czytywali Platona po cichu. On sam przeznaczył swe dialogi do głośnego mówienia. Przecież to był tragik i komediopisarz w głębi duszy.
Pismo muzyczne ma więcej znaków określających wykonanie, niż ich posiada pismo książek. Piszący słowami ma tylko ubogą interpunkcję do rozporządzenia. Dlatego też tłumaczenia Platona mają obszerny komentarz na końcu. Jeśli się komu wyda za obszerny, niech zważyć zechce, że komentarz ten ma między innymi zadanie podobne do scenariusza: usiłuje nie tylko objaśnić rzecz, ale podawać koloryt, ton i akcenty poszczególnych ustępów.
Eutyfron
Osoby dialogu:
- Eutyfron
- Sokrates
Eutyfron: A to co znowu, Sokratesie? Cóż to się stało, żeś porzucił rozprawy w Likejonie, a tu się teraz kręcisz koło Portyku Króla? Chybaż przecie i ty nie masz sprawy u Króla, tak jak ja?
Sokrates: W Atenach, Eutyfronie, to się nie nazywa sprawa, ale proces państwowy.
Eutyfron: Co ty mówisz? Proces państwowy ktoś ci, widać, wytoczył, bo nie przypuszczam, żebyś ty komu innemu.
Sokrates: No, nie.