III. Sokrates: Kochany Eutyfronie! Jak się tam śmieją z człowieka, to może niewielka rzecz. Ateńczycy, wiesz, mam to wrażenie, nie bardzo się tym interesują, jeżeli kogoś mają za figurę nie lada, byle tylko drugich swojej mądrości nie uczył. Jak widzą, że ktoś i drugich na swoją modłę urabia, gniewają się; czy to przez zazdrość, jak ty mówisz, czy przez coś innego.
Eutyfron: Co do tego, to jak oni się tam do mnie odnoszą, nie bardzo mam ochotę doświadczać.
Sokrates: No, może być, że ty niby mało się pokazujesz i uczyć nie chcesz swojej mądrości. A ja się boję, żeby mnie za takiego filantropa nie wzięli, który co tylko ma, wszystko przed każdym wysypuje i mówi nie tylko za darmo, ale sam bym jeszcze dopłacił, byle mnie tylko kto chciał słuchać. Więc, jak mówię, gdyby się tak mieli ze mnie śmiać, jak ty powiadasz, że ciebie wyśmiewają, to wcale by miła rzecz była: tak sobie na figlach i na śmieszkach spędzać czas w sądzie; ale jeśli rzecz wezmą poważnie, to wtedy już jak sprawa wypadnie, tego nie wie jasno nikt, chyba tylko wy, wieszczkowie.
Eutyfron: Ale z pewnością nic nie będzie, Sokratesie; przecież ty będziesz rozumnie stawał w procesie, a myślę, że i ja w swoim także.
IV. Sokrates: A ty, Eutyfronie, jakiż ty masz proces? Oskarżonyś czy skarżysz?
Eutyfron: Skarżę!
Sokrates: Kogo?
Eutyfron: Z tym oskarżeniem znowu wyglądam na wariata.
Sokrates: A to co? Gonisz jakiegoś ptaszka na dachu?
Eutyfron: Gdzie mu tam do latania, kiedy to właśnie bardzo stary człowiek.