— Albo co? — powiedziałem.
— Dzisiaj — mówi — i ja swoje, i ty ostrzyżesz te, tutaj; jeżeli nam myśl nasza zemrze i nie potrafimy jej wskrzesić. A ja, gdybym był tobą i tak by mi dowód uciekł, tobym sobie poprzysiągł, jak obywatele Argos55, że nie prędzej włosy zapuszczę, aż na nowo stanę do walki i pobiję myśli Simiasza i Kebesa.
— Ej — powiadam ja na to — dwom naraz, mówią, że i Herakles nie da rady.
— A to i mnie — mówi — jak Jolaosa56 wołaj na pomoc, póki jeszcze jasno na dworze.
— Toż ci wołam — powiedziałem — nie jak Herakles, tylko jak Jolaos Heraklesa.
— Na jedno wyjdzie — powiada.
XXXIX. Tylko się strzeżmy pewnego stanu, aby nas nie spotkał.
— Jaki stan? — zapytałem.
— Abyśmy się nie zrazili do myśli tak, jak się mizantrop57 zraża do świata i ludzi. Bo nie ma — powiada — większego nieszczęścia, jakie by mogło człowieka spotkać, niż to, jeżeli się ktoś do myśli zrazi. A jedno i drugie powstaje w ten sam sposób: i mizologia58, i mizantropia. Mizantropia stąd wyrasta, że ktoś bardzo mocno w pewnego człowieka wierzy, a nie ma do tego racjonalnej podstawy, myśli, że ten człowiek jest pod każdym względem prawdomówny i niezepsuty, i zaufania godny, a potem się niedługo przekona, że to człowiek zły i fałszywy; a potem znowu drugi mu się taki sam trafi. Jeżeli to kogoś często spotyka, a najbardziej ze strony tych, których mógł uważać za swych najbliższych i najserdeczniejszych, to w końcu człowiek, nabiwszy sobie tyle guzów, nienawidzić zaczyna wszystkich i myśli, że w ogóle w żadnym człowieku ziarna zdrowego nie znajdzie. Nie zauważyłeś, że to się tak jakoś robi?
— Owszem, tak — odpowiedziałem.