Sokrates: Którejkolwiek istocie żywej dobro przysługuje aż do końca, ze wszech miar i pod każdym względem, ta już niczego więcej nie potrzebuje, ma wszystko, czego jej potrzeba. Czy nie tak?

Protarchos: Tak.

Sokrates: Próbowaliśmy w myśli jedno i drugie z osobna włączyć do życia; rozkosz niezmieszaną z rozumem i tak samo rozum bez jakiejkolwiek, choćby najmniejszej, domieszki rozkoszy.

Protarchos: Było tak.

Sokrates: A czy się wam wydawało, że takie życie — jedno albo drugie — komukolwiek wystarczy?

Protarchos: Ale skąd?

XXXVII. Sokrates: A jeżeliśmy może przedtem popełnili gdzieś jakąś pomyłkę, to niech teraz którykolwiek z nas wróci i powie słuszniej. Niech założy, że pamięć i rozum, i wiedza, i prawdziwy sąd podpadają pod tę samą ideę, i niech się zastanowi, czy ktokolwiek zgodziłby się bez nich mieć lub otrzymać wszystko jedno co — już nie mówiąc o rozkoszy, chociażby największej, chociażby najmocniejszej — bo nie mógłby ani słusznie sobie z niej zdać sprawy, aniby w ogóle nie wiedział jakiego stanu doznaje, aniby pamięci o tym stanie nie zachował na czas nawet najkrótszy. A to samo trzeba powiedzieć i o rozumie. Czy wolałby ktoś mieć rozum bez żadnej rozkoszy — choćby najkrótszej — czy też w połączeniu z pewnymi rozkoszami, czy może wszelkie rozkosze bez rozumu raczej, czy też w połączeniu z pewnym rozumem?

Protarchos: Nie sposób, Sokratesie, i nie ma powodu tak często znowu o to samo pytać.

Sokrates: Nieprawdaż, doskonałe i dla wszystkich godne wyboru i ze wszech miar dobre nie będzie chyba ani jedno życie, ani drugie?

Protarchos: Jakżeby miało być?