Sokrates: O, to już niczego strasznego oczekiwać nie muszę, skoroś to tak powiedział. Bo jak się mówi: „jeżeli zechcesz”, to już ustaje wszelka obawa w każdej sprawie. A oprócz tego, mam wrażenie, że któryś z bogów dał nam pewną pamięć.

Protarchos: Jakże to i o jakich rzeczach?

X. Sokrates: Podanie pewne kiedyś dawno słyszałem, może to we śnie było, a może i na jawie, i teraz mi na myśl przychodzi — o rozkoszy i o rozumie — to, że dobrem nie jest żadne z nich, ale coś innego, trzeciego, co jest różne od nich obojga, a lepsze od jednego i od drugiego. Toż jeśliby ono się nam teraz jasno objawiło, pożegna się rozkosz ze zwycięstwem. I dobro żadną miarą nie będzie tym samym, co ona. Czy jak?

Protarchos: No, tak.

Sokrates: A tych postaci rozkoszy do rozróżnień już nam wcale nie będzie potrzeba, według mego zdania. Dalszy tok rozważań jeszcze to jaśniej pokaże.

Protarchos: Bardzoś to ładnie powiedział; tylko tak jedź dalej.

Sokrates: Ale jeszcze przedtem zgódźmy się na pewien drobiazg.

Protarchos: Jaki?

Sokrates: Natura dobra musi być doskonała czy niedoskonała?

Protarchos: Przecież najdoskonalsza ze wszystkiego, Sokratesie.