Sokrates: No cóż — nie będziemy chyba potrzebowali wielu przykładów tego rodzaju do naszych rozważań o rozkoszy; wystarczy nam już i stąd dojrzeć, że każda rozkosz mała i nieczęsta, ale czysta, bo wolna od cierpienia, milsza jest i prawdziwsza, i piękniejsza od wielkiej i częstej.
Protarchos: O wiele przecież. Ten przykład wystarczy.
Sokrates: A cóż, na przykład, to? Czy nie słyszeliście o rozkoszy, że to zawsze jest pewien proces tworzenia się, a nie ma w ogóle stałej istoty rozkoszy? Pewni dowcipni ludzie usiłują nam znowu to pokazać. Trzeba im podziękować.
Protarchos: Za co, niby?
Sokrates: Ja to z tobą przerobię, Protarchu miły, pytaniami.
Protarchos: Mów, a pytaj tylko.
XXXIII. Sokrates: Niech więc będą takie jakieś dwa pierwiastki: jeden sam dla siebie, a drugi zawsze się czegoś czepia.
Protarchos: Jakże to, takie dwa i które to, myślisz?
Sokrates: Jeden zawsze wspaniały, a drugi lichszy od tamtego.
Protarchos: Mów jeszcze jaśniej.