Hippiasz: A więc będzie karany, kiedy cię niesprawiedliwie obije.
Sokrates: Nie zdaje mi się, Hippiaszu; nie, jeżelibym mu taką dał odpowiedź. Biłby sprawiedliwie, jak mi się zdaje.
Hippiasz: A, to i mnie się zdaje, skoro ty sam tak uważasz.
Sokrates: A wolno ci powiedzieć, za co bym słusznie wziął w skórę po takiej odpowiedzi? Czy i ty mnie obijesz bez sądu? Czy też przyjmiesz wytłumaczenie?
Hippiasz: Dopieroż by to było, żebym nie przyjął. Więc jak mówisz?
XV. Sokrates: Ja ci powiem w ten sam sposób, jak teraz; będę udawał tamtego, ale nie będę do ciebie używał słów takich, jak on do mnie, takich przykrych i niesamowitych. Ja ci mówię, on mnie zapyta: „Proszę cię, Sokratesie, ty uważasz, żeś może niesprawiedliwie wziął kije, ty, któryś taki długi hymn uroczysty wyśpiewał, a tak niemuzykalnie, że śpiew daleko odbiegł od pytania”. „Jak to?” — powiem. „Jak? — powie. – To nie potrafisz zapamiętać, żem cię o piękno samo pytał, o to, co niech się tylko w jakiejś rzeczy znajdzie, zaraz ona się robi piękna: i kamień, i drewno, i człowiek, i bóg, i każdy czyn, i każda nauka. Człowiecze, ja się pytam o piękność samą, czym ona jest, i tak daremnie krzyczę do ciebie, jakby przy mnie kamień siedział i to młyński, bez uszu i bez mózgu”. Więc gdybym, przestraszony, dał na to taką odpowiedź, czyżbyś się nie gniewał, Hippiaszu? Doprawdy, sam Hippiasz powiedział, że to jest piękno. Chociaż ja go tak pytałem, jak ty mnie, co jest piękne dla wszystkich i zawsze. Więc jak mówisz? Nie pogniewa się, jeżeli ja tak powiem?
Hippiasz: A ja dobrze wiem, Sokratesie, że dla wszystkich piękne jest to, co powiedziałem, i pięknem się zawsze wyda.
Sokrates: A nawet i będzie, powie tamten. Bo, co piękne, to zawsze piękne.
Hippiasz: Tak jest.
Sokrates: I zawsze było? — powie.