Sokrates: Więc czymś parzystym my obaj; tak?
Hippiasz: Tak jest.
Sokrates: A czy w takim razie dlatego, że obaj razem jesteśmy czymś parzystym, to każdy z nas z osobna jest parzysty?
Hippiasz: Ależ nie.
Sokrates: Zatem nie ma bezwzględnej konieczności, jak przecież teraz sam mówiłeś, żeby i każde z dwóch było tym, czym są oba, ani żeby oba były tym samym, czym każde z dwóch.
Hippiasz: No, nie w takich rzeczach, ale w takich, jak ja przedtem mówiłem.
XXVII. Sokrates: Wystarczy, Hippiaszu; miłe i to, skoro widać, że jedne rzeczy tak się mają, a drugie nie tak. I ja też mówiłem, jeśli pamiętasz, skąd to rozważanie poszło, że przyjemność przychodząca przez oczy i ta, która przychodzi przez uszy, nie przez to znamię są piękne, które każda z nich z osobna nosi, a obie razem nie, albo obie tak, a każda z osobna nie, tylko przez coś, przez co obie razem i każda z osobna, i dlategoś się zgodził, że i one obie są piękne, i każda z osobna. I dlatego też, dzięki istocie, która idzie za obiema, sądziłem, jeśli obie są piękne, a nie dzięki tej, która z jedną z nich nie ma nic wspólnego; i jeszcze teraz jestem tego samego zdania. Ale mi powiedz tak jak na początku: przyjemność wzrokowa i słuchowa — jeśli one obie są piękne i każda z osobna, to czyż to, co je pięknymi czyni, nie kryje się i za obiema, i za każdą z osobna?
Hippiasz: Tak jest.
Sokrates: Więc czy dlatego, że przyjemnością jest każda i one obie razem, czy dlatego może są piękne? Czy też dlatego i wszystkie inne mogłyby nie mniej od tych być piękne? Boć przecież okazały się przyjemnościami zgoła nie mniej niż te, jeśli pamiętasz.
Hippiasz: Pamiętam.