Kritias

Wstęp tłumacza

Dialog pt. Kritias jest tylko dalszym ciągiem Timajosa. Fragment. Platon go nie dokończył i tak zostawił. Węzła dramatycznego w nim nie ma, nikt z nikim nie walczy myślami, osoby nie objawiają różnych charakterów i stanowisk. Dlaczego jest ich tu więcej niż jedna, nie widać. Mówi właściwie tylko sam Kritias. Widocznie Platon nawykł do pisania dialogów — pisał za młodu dialogi żywe — ale Timajos i Kritias już nie mają tego życia, którym grało Państwo.

Została autorowi gadatliwość, przez co rozmowa się wlecze i powtarza niejedno, cośmy już czytali w Timajosie — język bardziej przystępny niż język Timajosa, zdania krótsze, ale i tu w tekście wiele słów niezrozumiałych i spornych między komentatorami i tłumaczami.

Treść dialogu stanowi bajka o Atlantydzie. Miała to być ilustracja do Państwa. Konkretny przykład ustroju, wymarzonego w pierwszej części Państwa, umiejscowiony w zamierzchłej przeszłości Aten. Coś jak poemat prozą. Nie: rozprawa historyczna.

Kritias

Osoby dialogu:

  1. Timajos
  2. Kritias
  3. Sokrates
  4. Hermokrates

Timajos: Ach, jak to miło, Sokratesie! Jakbym po długiej drodze odpoczywał — tak i teraz tylem się nagadał i mam już tego dość. Cieszę się, żem skończył. A tylko modlę się do tego, który swojego czasu w rzeczywistości, a przed chwilą w słowach stał się bogiem — jeżeli w tych słowach było coś powiedzianego w sam raz — żeby nam to obrócił na zbawienie, a jeżeliśmy mimo woli powiedzieli o nich coś nie do kadencji1, żeby nam karę właściwą wymierzył. A kara słuszna w tym, żeby tego, co fałszywie śpiewa, nauczyć melodii i rytmu. Więc żebyśmy w dalszym ciągu o pochodzeniu bogów słuszne słowa mówili, modlimy się, żeby nam bóg dał najdoskonalsze i najlepsze z lekarstw: wiedzę.

Pomodliwszy się, oddajemy kolejny głos, zgodnie z umową, Kritiasowi.