XXVI. Laches, podrażniony, zrzeka się dyskusji, nie chce się okazać prawdziwym ajksończykiem, to znaczy: człowiekiem bardzo ostrego języka. Za takich uchodzili mieszkańcy gminy Ajksone. Mimo to rzuca bardzo przykry i tępy docinek pod adresem Nikiasza. Razi go zbyt wysoka kultura umysłowa u naczelnego dowódcy. To ciemny rys Lachesa. Sokrates staje otwarcie po stronie Nikiasza.
XXVII. Sokrates i Nikiasz ustalają wspólnie określenie męstwa. Jest to ich zdaniem pewien rodzaj dzielności, który dysponuje do wytrwania w walkach różnego rodzaju (tego już nie powtarzają), a polega na wiedzy o tym, co jest straszne naprawdę i co słusznie budzi otuchę.
XXVIII. Rzeczy budzące słusznie strach i otuchę to są zawsze rzeczy przyszłe. Żadna wiedza nie dotyczy wyłącznie rzeczy przyszłych, a jeśli która dotyczy rzeczy przyszłych, to równocześnie i teraźniejszych i przeszłych tak samo. Zatem i ta wiedza, która stanowi istotę męstwa, musi dotyczyć dobra i zła rzeczywistego, bez względu na czas. Bardzo wyraźne aluzje do stosunku między wodzem a wieszczkiem, nieistotne dla toku myśli w dialogu, nawiązują jawnie do nieszczęsnego zaćmienia księżyca w sierpniu 413 roku.
XXIX. Bardzo figlarnie postępuje teraz Sokrates. Pod pozorem, że zbija stanowisko Nikiasza, pomaga mu skończyć własne określenie męstwa. Pozornie sprawa tak wygląda: Nikiaszowi nie udało się męstwa określić, bo to, co razem z Sokratesem przed chwilą budowali, to jest określenie dzielności całej i wszelkiej: ta mądrość, względnie wiedza, dotycząca tego, co dobre i złe, zawsze i wszędzie. To przecież nic innego, jak inna postać równania, które Nikiasz powtórzył za Sokratesem w rozdziale XXII: Tylko mądry jest dobry i tylko głupi jest zły. Wszelka dzielność polega na wiedzy o tym, co dobre i złe, a wszelka złość jest objawem głupoty. Kto posiada tę wiedzę, ten posiada nie tylko męstwo, ale i wszystkie inne zalety. Ten pogląd zostaje w ścisłym związku z tym, co Nikiasz mówił, a jest własnym poglądem Sokratesa i Platona.
Wiedza dotycząca tylko przyszłych dóbr i przyszłego zła — to ma być dlatego trzecia część męstwa, ponieważ męstwo wydaje się w tej chwili jakby objawem dzielności całej, a ta polega na wiedzy o dobrach nie tylko przyszłych, ale i teraźniejszych i przeszłych zarazem. Stąd ta, jakoby, trzecia część.
Grzech Nikiasza ma polegać na tym, że zamiast określić samo tylko męstwo, zbliżył się do określenia dzielności całej, która oprócz męstwa obejmuje inne zalety również. Że niby to podał określenie zbyt obszerne. Sokrates mu tylko pozornie to wyrzuca. Sam go do tego grzechu skusił przed chwilą. On przecież sam tak myśli, że mężnym może być tylko człowiek dzielny naprawdę i w ogóle, czyli: dysponujący tą wyższą, lepszą wiedzą. A jeżeli idzie o wyróżnienie męstwa pośród innych rodzajów dzielności, na co się niby to nie mogli teraz zdobyć Sokrates wraz z Nikiaszem pod koniec rozmowy, to przecież ta różnica indywidualna już została ustalona poprzednio w rozmowie z Lachesem. A mianowicie: męstwo dysponuje do wytrwania w walkach; jest rozumną zaciętością duszy w walce wszelkiego rodzaju. W rozmowie z Nikiaszem wstawiono tylko, zamiast rozsądku Lachesa, rozum, tj. ową wiedzę wyższą o tym, co naprawdę dobre i naprawdę złe, przez co się męstwo ograniczyło wyłącznie tylko do niektórych ludzi — najlepszych — a odpadły z jego zakresu zwierzęta i ludzie nierozumni.
Dialog więc przynosi wynik pozytywny. Wyraźne pojęcie męstwa w duchu platońskim, któremu tylko brak sformułowania w jednym zdaniu, ale materiały do niego leżą rozrzucone w treści dialogu.
Dlaczego Platon tak postąpił, a nie kazał którejś z osób dialogu powiedzieć wyraźnie, co to jest męstwo? Mogły być dwa powody. Pierwszy ten, że mu się samemu jeszcze nie dość wyraźnie krystalizowało pojęcie, którym się w dialogu zajął, i jeszcze nie bardzo wiedział, co począć ze stosunkiem męstwa do rozsądku, z udziałem jawnego nierozsądku, ukrytego pod postacią ryzyka, w zalecie tak wysokiej. Drugi powód ten, że dialog przeznaczał dla myślącego czytelnika i chciał mu po akuszersku — nie podawać prawdy na talerzu, tylko go do samodzielnego myślenia zachęcić: niech szuka sam, a znajdzie. Stąd byłyby i te figle, te zdziwienia Sokratesa, kiedy mu Nikiasz podpowiada jego własną naczelną zasadę, i te jego pytania, którymi Sokrates bombarduje Lachesa: „Ty słyszysz? Ty rozumiesz? Może w tym przecież coś jest?”. I te osobliwe urągania Lachesowe, w których on sam nie wie, że uzupełnia myśli Sokratesa. Jakby miał opaskę na oczach i nie widział, że prawda kryje się tam właśnie, gdzie on widzi tylko bujną fantazję i niedorzeczność.
Laches jeszcze i teraz urąga; celuje przy tym ironią w Damona, bliskiego, jak wiemy z rozdziału III, Sokratesowi.
XXX. Odpowiada mu Nikiasz ze spokojem, który przypomina błękit łąk elizejskich56 i przypomina spokój Sokratesa. Nikiasz wyraźnie jest Platonowi bliski. Jak by w nim Platon widział pewną ofiarę demokracji ateńskiej, a ta mu była wstrętna nade wszystko. Ofiarę nie bez winy, ale wolną od złej woli. Rozum niepierwszorzędny, ale sięgający głębiej niż Lachesa, a serce ciche i łagodne.