— Więc wydaje ci się, że on prawdę mówi?
— Tak.
— Zatem przedmiot ulubiony jest miły miłującemu — tak się wydaje, Meneksenosie — choćby go i nie lubił nawzajem. Nawet choćby go nienawidził. Jak na przykład nowo narodzone dzieci — jedne jeszcze nie kochają, drugie nawet i nienawiść żywią, kiedy je karze matka albo ojciec — a mimo tej ich nienawiści w tej właśnie chwili milsze są rodzicom nade wszystko.
— Mnie się przynajmniej zdaje, że tak jest — powiada.
— Zatem nie: lubiący jest miły (przyjaciel) według tego toku myśli, tylko ulubiony.
— Wydaje się.
— I znowu: znienawidzony — to jest wróg, a nie ten, co nienawidzi.
— Widać.
— Zatem wielu ludzi otacza miłość wrogów i nienawiść przyjaciół i bywają ludzie mili wrogom, którzy są wrogami przyjaciół, jeżeli przyjacielem jest ten, którego lubią, a nie ten, który sam lubi. A przecież to wielkie głupstwo, miły przyjacielu, a raczej chyba i coś niemożliwego, żeby być wrogiem przyjaciela, a wrogowi być przyjacielem.
— Zdaje się, że prawdę mówisz, Sokratesie.