— Jakaś gimnastyka prosta i przyzwoita, i jak najściślej związana z wojną.
— W jakimże sposobie?
— Już i od Homera — powiedziałem — można by się takich rzeczy nauczyć.
Wiesz przecie, że na wyprawie, kiedy bohaterowie ucztują, on ich ani rybami nie karmi, chociaż oni są nad morzem, koło Hellespontu208, ani gotowanym mięsem, tylko pieczonym, o które żołnierzowi najłatwiej. Przecież wszędzie, żeby tak powiedzieć, łatwiej mu ogień rozpalić, niż nosić ze sobą naczynia.
— Naturalnie.
— Ani o przyprawach, zdaje mi się, Homer nigdzie nie wspomina. Ale to i inni ćwiczący się wiedzą, że ciało, które ma być w dobrej formie, powstrzymywać się musi od wszelkich takich rzeczy.
— O, dobrze to wiedzą — powiada — i powstrzymują się.
— Zatem ty, przyjacielu, nie chwalisz, zdaje się, syrakuzańskiej kuchni ani sycylijskiego bogactwa przysmaków, jeżeli uważasz, że tak być powinno?
— Zdaje mi się, że nie.
— Zatem ganisz zarazem i wdawanie się z dziewczętami z Koryntu209 u ludzi, którzy chcą być w dobrej formie?