— Słusznie mówisz — powiada.
— Więc zastanów się teraz nad tym, czy jeszcze i czegoś takiego nie muszą mieć w naturze ci, którzy mają się stać tacy, jakeśmy mówili.
— Jakiego czegoś?
— Nieznoszenia fałszu. Tego, żeby dobrowolnie w żaden sposób fałszu nie przyjmowali; nienawidzili go, a kochali prawdę.
— Zapewne — powiada.
— Nie tylko „zapewne”, przyjacielu, ale nieuchronnie i koniecznie musi tak być, że ktokolwiek kocha coś z natury, ten musi kochać wszystko, co jest pokrewne i bliskie przedmiotom kochania.
— Słusznie — powiada.
— A potrafisz znaleźć coś bliższego mądrości niż prawda?
— Ależ jak? — powiada.
— Więc czy może jedna i ta sama natura kochać równocześnie i mądrość, i fałsz?