— Mam wrażenie.
— Oprócz rządów nad państwem! — powiedziałem. — Czy i nad państwem też?
— Przede wszystkim — powiada — jeżeli o to chodzi. Właśnie dlatego, że to rządy najtrudniejsze i największe.
— Więc właśnie w tym tkwiłby tak wielki błąd oligarchii.
— Widocznie.
— No cóż? A to może mniejszy błąd od tamtego?
— Jaki?
— To, że takie państwo nie może być jedno, tylko się zaraz zrobią dwa: jedno państwo ubogich, a drugie bogatych. Ci ludzie siedzą na tym samym terenie i wciąż dybią jedni na drugich.
— Na Zeusa — powiada — to błąd zgoła nie mniejszy.
— A to też niepiękne, że oni najprawdopodobniej żadnej wojny nie będą mogli prowadzić, bo musieliby się albo posłużyć pospólstwem i dać mu broń do ręki, a wtedy obawiać się go więcej niż wrogów, albo się nim nie posługiwać wcale, i wtedy się na samym polu bitwy pokaże, jaka to prawdziwa oligarchia, tak tam mało będzie tych oligarchów. Równocześnie oni nie zechcą płacić podatków, bo będą przywiązani do pieniędzy.