— A to, co wierzy pomiarom i rachunkowi, to byłby najlepszy pierwiastek naszej duszy?
— No, cóż.
— Więc to, co mu się przeciwi, to by było coś z lichszych pierwiastków w nas.
— Z konieczności.
— Więc ja to chciałem przedyskutować i uzgodnić i dlatego mówiłem, że malarstwo i w ogóle naśladownictwo, jak z jednej strony wykonywa swoją robotę, stojąc z daleka od prawdy, tak z drugiej strony zwraca się i obcuje z tym naszym pierwiastkiem, który jest daleki od rozumu, spoufala się z nim i zaprzyjaźnia, a z tego nie wychodzi nic zdrowego i nic prawdziwego.
— Ze wszech miar — powiada.
— Więc naśladowcza sztuka — sama licha — z lichym pierwiastkiem obcuje i lichotę rodzi.
— Zdaje się.
— A czy tylko ta — dodałem — która na wzrok działa, czy też i ta, co na słuch, a my ją nazywamy poezją?
— Zdaje się — powiedział — że i ta.