Młodszy Sokrates: Jakżeby nie?
Gość: Zatem wracajmy tą drogą. Myśmy powiedzieli, że jest taka umiejętność, która daje polecenia od siebie, dotyczące istot żywych, ale ona się troszczy nie o jednostki, tylko o całe gromady, i nazwaliśmy ją zaraz wtedy hodowlą trzód. Pamiętasz przecież?
Młodszy Sokrates: Tak jest.
Gość: Więc gdzieś tam w związku z nią popełniliśmy błąd. Bośmy nigdzie nie włączyli i nie nazwali typu polityka, jego nazwa się nam po cichu wymknęła.
Młodszy Sokrates: Jak?
Gość: To, żeby każdą trzodę żywić, to chyba przysługuje wszystkim innym pasterzom; ale typowi polityka nie — a myśmy mu taką nazwę nadali zamiast nadać im wszystkim jakąś nazwę wspólną.
Młodszy Sokrates: Prawdę mówisz, gdyby tylko była taka nazwa w sam raz.
Gość: Jakże to, czyż obsługiwanie nie było cechą wszystkim wspólną, przy czym się nie wyróżniało w żaden sposób żywienia ani jakiejkolwiek innej roboty? A moglibyśmy byli przecież użyć nazwy pasterstwo stadne albo służba około stad, albo troska o stada — dla oznaczenia tej umiejętności razem z innymi pasterskimi; można było nią objąć i typ polityka razem z innymi, skoro tok myśli pokazywał, że tego potrzeba.
XVIII. Młodszy Sokrates: Słusznie. Ale jakby się potem przedstawiał podział dalszy?
Gość: Tak samo jak przedtem rozdzieliliśmy hodowlę stad, biorąc pod uwagę nogi i brak piór, i niemożność krzyżowania się, i brak rogów. Tymi samymi znamionami można się było kierować przy podziale i nazwą hodowli trzód objąć w dyskusji zarówno i królestwo dzisiejsze, jak i królestwo z czasów Kronosa.