Młodszy Sokrates: Jakże to i jakie obręcze?

Gość: Zawieranie małżeństw między obywatelami różnych gmin i adoptowanie dzieci z gmin innych, i wydawanie za mąż własnych córek, i żenienie synów. Bo pod tym względem u większości tworzą się związki niewłaściwe, jeżeli idzie o potomstwo.

Młodszy Sokrates: A cóż to takiego?

Gość: Szukanie majątku i wpływów przy sposobności takich spraw — o tym i mówić nie warto — więc któż by się bawił w poważne ganienie tych rzeczy?

Młodszy Sokrates: Nie warto.

XLVIII. Gość: Raczej godzi się pomówić o tych, którzy się troszczą o ród, jeżeli robią coś nie tak jak potrzeba.

Młodszy Sokrates: Wypada.

Gość: To, co oni robią, nie opiera się na żadnej słusznej zasadzie. Szukają tylko ułatwienia sytuacji życiowej na razie i kierują się tym, że lubią typy podobne do nich samych, a niepodobnych nie lubią i największy głos oddają swojej niechęci.

Młodszy Sokrates: Jak?

Gość: Ci przyzwoici szukają przecież charakterów własnych i jeśli tylko mogą, biorą sobie żony z takiego środowiska i wydają za mąż córki znowu za ludzi takiego typu. Tak samo postępują ludzie o charakterze mężnym, ci też szukają natur we własnym rodzaju. A jeden i drugi rodzaj powinien postępować wprost przeciwnie.