Teajtet: Nieprawdaż — trzeba zobaczyć.
XVII. Gość: Więc mnie się wydaje, że i to jeszcze się jakoś rozdziela.
Teajtet: Jak?
Gość: Jeżeli chodzi o nauczanie słowem, to jedna droga wydaje mi się jakaś bardziej szorstka, a druga jego cząstka gładsza.
Teajtet: A jak nazwiemy jedną z nich i drugą?
Gość: Jedna cząstka — to starożytna raczej; posługiwali się nią nasi ojcowie w stosunku do swoich synów i wielu się jeszcze i dziś nią posługuje, kiedy im synowie popełniają jakieś wykroczenie; wtedy się jeden ojciec gniewa, a drugi łagodniej syna strofuje. Ale to wszystko razem najsłuszniej mógłby ktoś nazwać upominaniem.
Teajtet: Jest tak.
Gość: A co do drugiej części, to niektórzy znowu zastanowili się nad tym i doszli, zdaje się, do przekonania, że wszelka głupota jest nieumyślna i nauczyć się w ogóle niczego nie zechce ktoś, kto się uważa za mądrego w tej dziedzinie, którą — jak sądzi — opanował, i że wszelkie upominanie go kosztuje wiele trudu, a niedaleko prowadzi.
Teajtet: Oni słusznie myślą.
Gość: Więc, żeby to mniemanie usunąć, zabierają się do tego w inny sposób.