Sokrates: Więc ani wydając sąd o jednym i drugim, ani o jednym z dwojga, nie sposób ulec przesunięciu sądów. Zatem, jeśli ktoś określi sąd mylny jako przesunięcie sądu, to będzie na nic. Więc ani w tym sposobie, ani na poprzedni sposób zdaje się, że nie ma u nas sądów mylnych.
Teajtet: Zdaje się, że nie.
XXXIII. Sokrates: Jednak wiesz, Teajtecie, jeśli się pokaże, że ich nie ma, to będziemy musieli przyjąć wiele różnych następstw i to bez sensu.
Teajtet: Jakichże?
Sokrates: Ja ci nie powiem, zanim się nie rozejrzę na wszystkie strony. Bo wstydziłbym się za nas obu, gdybyśmy w tej kłopotliwej sytuacji musieli przyjąć to, co mam na myśli. Jak się uda wybrnąć z kłopotu na wolność i minie niebezpieczeństwo śmieszności, wtedy będziemy to samo mówili o drugich. A jeżeli nie wybrniemy, to upokorzeni poddamy się jak ci, co cierpią na morską chorobę — niech nas to twierdzenie depce i robi z nami, co chce. A czy ja widzę dla nas jakieś wyjście z tej matni, to posłuchaj.
Teajtet: Mów tylko.
Sokrates: Powiem, żeśmy się niesłusznie zgodzili wtedy, gdyśmy przyznawali, że kiedy ktoś coś zna, to nie może tego wziąć za coś, czego nie zna i pomylić się. Bo to jest jednak w jakiś sposób możliwe.
Teajtet: Może ty myślisz to, co i mnie wtedy na myśl przychodziło, kiedyśmy mówili, że to tak jest: że nieraz ja znam przecież Sokratesa, a później widzę z daleka kogoś, kogo nie znam, i oto zdaje mi się, że to jest Sokrates, którego znam. Przecież zdarza się w takich razach to, co ty mówisz.
Sokrates: Ale myśmy to zarzucili, bo wynikało stąd, że my czasem nie wiemy tego, co wiemy, nie poznajemy tego, co znamy.
Teajtet: No tak.