Sokrates: Czyż niesłusznie nas, moje dziecko, ta dyskusja hańbi i dowodzi, że niesłusznie szukamy pojęcia sądu mylnego prędzej niż pojęcia wiedzy — tośmy zaniedbali. A tego nie można poznać prędzej, zanim się nie uchwyci należycie, co to właściwie jest wiedza.

Teajtet: Koniecznie, Sokratesie, trzeba w tej chwili być tego zdania, co ty.

XXXVIII. Sokrates: Więc znowu od początku, co też to mógłby ktoś nazwać wiedzą? Przecież nie ustaniemy w drodze.

Teajtet: Wcale nie, chyba żebyś ty ustał.

Sokrates: No powiedz, co by tak o niej najlepiej powiedzieć, aby się wcale nie sprzeczać sami ze sobą?

Teajtet: To, co próbowałem, Sokratesie, przedtem; ja przynajmniej nie mam nic innego.

Sokrates: Więc jakżeż to?

Teajtet: Że wiedza to jest prawdziwy sąd. Przecież sądzenie prawdziwe jest wolne od błędu i wszystko, co pod wpływem prawdziwego sądu powstaje, jest piękne i dobre.

Sokrates: Jednym słowem, Teajtecie, „jakoś to się samo pokaże” — jak mówił ten, co przez rzekę prowadził. Jeżeli będziemy szukali, idąc naprzód, to zaraz jakaś przeszkoda wyrośnie pod nogami i pokaże to, czego szukamy, a jak stać na miejscu, nic wyraźnego nie widać.

Teajtet: Słusznie mówisz. Więc idźmy i patrzmy.