Odpowiedział mu głos słodki: — Poeto mój, przyszłam do ciebie!
Szekhar otworzył oczy i ujrzał przy łożu postać niewieścią. Widział ją jak przez mgłę i wydało mu się, że jest to twór uczyniony z cienia, owego cienia, który tak długo przechowywał w najtajniejszej skrytce swego serca. Teraz, w ostatniej godzinie życia, wychylił się ów cień na świat, by mu ukazać swoje oblicze.
Postać rzekła: — Jestem królewna Adżita! — Ostatnim wysiłkiem uniósł się poeta na posłaniu, a królewna szepnęła mu do ucha: — Król popełnił wobec ciebie niesprawiedliwość. Tyś to, poeto mój, odniósł zwycięstwo, a ja przybyłam uwieńczyć twoje czoło!
Powiedziawszy to, zdjęła ze skroni wieniec kwiatów, złożyła go na głowie poety, a Szekhar padł martwy na łoże.
Maszi
I
— Maszi!
— Śpij, śpij, drogi Dżatinie, już bardzo późno!
— To nic! Nie pożyję już i tak długo. Właśnie myślałem o tym, że Mani powinna by jechać do swego ojca... gdzież on to mieszka?
— W Sitarampurze.