Późnym wieczorem przyszedł mój mąż i rzekł:

— Muszę jechać do pewnego pacjenta. Mieszka daleko. Wyruszę jutro wczesnym rankiem i będę może dwa lub trzy dni w podróży!

Podniosłam się z łóżka. Stanęłam przed nim i zawołałam głośno:

— Czemu kłamiesz?

Zaczął się jąkać:

— Jak to... Ja kłamię?

— Chcesz się żenić! — zawołałam.

Milczał. W pokoju zaległa zupełna cisza. Przemówiłam pierwsza.

— Odpowiadaj! — krzyknęłam. — Prawdaż to?

— Prawda... — powtórzył bezwiednie, jak echo.